Strona 3 z 3 PierwszyPierwszy 123
Pokaż wyniki od 41 do 55 z 55

Wątek: wpis na blogu

  1. #41
    Wpadła po uszy Awatar jul
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    Pruszków
    Postów
    2 469
    Kolacze mi się zawsze, że trzeba się zgadzać na emocje, ale nie wszystkie sposoby ich okazywania. Mam córkę niedługo siedmiolatke, a nadal robi okropne histerie - mimo w miarę spokojnego mojego bycia przy niej przy tych histeriach od lat. I nie, ja się nie obrażam za krzyczenie do mnie że jestem głupia etc (zresztą akurat raczej tego nie robi), ale już nie ma we mnie zgody na ten okropny krzyk, który ogarnia wszystko i nie daje funkcjonować całej rodzinie, bo ktoś jej coś zniszczył czy odebrałam wpierw brata z pkola a dopiero potem ją ze szkoły. Wiem, że jak nie nauczy się nad tym wrzaskiem (przykro mi, bo nie lubię tej nazwy, ale tym on właśnie jest) panować, to jej też będzie (i jest) trudno. I moje emocje to nie obrażanie się, ale efekt zmęczonia. Wiem że za często za bardzo daję się ponieść emocjom, ale z drugiej strony, po swoim doświadczeniu nieudolnego kombinowania latami jak pomoc córce, blisko mi do tego, co pisze gdzie-idziesz. Bo nie widzę żeby towarzyszenie i zrozumienie emocji przynosiło - w wypadku mojej córki - dobry efekt. Mam wrażenie że więcej ją uczy jak oprócz tego, że rozumiem jej wściekłość, widzi że ja też się denerwuję i widzi kiedy nie wytrzymuje - zazwyczaj tłumaczę że np jestem zmęczona etc. W sumie jak mogłabym być wiarygodna w tym rozumieniu, gdyby po mnie nie było widać emocji?

    wysłane z telefonu
    Jasiek - córka najpierwsza (I 2009) - syn średni (VIII 2010) - syn mniejszy (II 2013)

  2. #42
    Pasjonatka
    Sponsor Chustozlotu 2015
    Awatar baryłka
    Dołączył
    Jun 2014
    Postów
    2 854
    jak moja zachowuje się tak jak Jul pisze o swojej czy gdzie -idziesz o swojej córce to zawsze wg mnie coś się tam kryje pod spodem
    nie zawsze uda mi się dotrzeć do tego i jej pomóc
    nie wiem czy droga by docierać za każdym razem jest ok
    ale coraz mniej wiem o moim dziecku o tym co powoduje jej rozhulane emocje

  3. #43
    Zaangażowana Awatar n2605
    Dołączył
    Jun 2014
    Postów
    638
    Cytat Zamieszczone przez baryłka Zobacz posta
    ale coraz mniej wiem o moim dziecku o tym co powoduje jej rozhulane emocje
    pewnie wszystko po trochu i wszyscy po kolei szkoła, relacje z panią, z koleżankami ulubionymi i z innymi mniej ulubionymi, czasem zmęczenie, czasem jakiś stresik, niewyspanie, niechęć, listopad (lub lipiec - dowolny miesiąc każdy dysponuje potencjałem obciążającym), obowiązki vs "niechcemisie", obiad nie taki, śniadanie średnie, posprzątaj swój pokój, dlaczego te buty tu leżą, zostaw komiks, ubieraj się, bo się spóźnimy, szybko, szybko oraz daj babci buziaka.

    to niezły grunt na wyhodowanie nastroju nieprzystawalnego.

    ale. ja też żyję w takim kociokwiku. i nie zawsze umiem dojrzale ogarnąć swoje emocje. bo nie mam czasu (może umiejętności?) na analizowanie co mnie najbardziej doprowadziło na skraj.

    tak wygląda życie po prostu. gdzieś pomiędzy "jestemdorosłapotowarzyszęciwspierająco" a "jaksienieuciszyszurwecilosowowybranakonczyne" . wszystkie odcienie szarości się mieszczą.

  4. #44
    Wpadła po uszy Awatar jul
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    Pruszków
    Postów
    2 469
    U mojej bardzo często kryje się po prostu zmęczenie - to typ który nie ma czasu na jedzenie, ciągle coś się dzieje, szkoda czasu na odpoczynek żeby czegoś nie stracić, nie można wyjść wcześniej ze szkoły bi jest fajnie. A potem mały dżinks wyprowadza ją z równowagi, tak totalnie. Tak, oprócz tego nakłada się na to poczucie niezaspokojonej sprawiedliwości - wszyscy inni mają lepiej. Nie mają, ale pracuję nad tym, żeby mieli lepiej - i ona, i inni - staram się dawać więcej czasu na wyłączność etc. I wszystko to, o czym pisze eNka.

    Pomyślałam jeszcze, że cała ta dyskusja to trochę taka rozkminka jak w wypadku dorosłych - kogo bardziej zmobilizuje tzw "kop w dupę" i "weź się w garść", a komu bardziej pomoże pochylenie się nad nim i zrozumienie - tylko tu jedna ze stron zakłada, że uniwersalna jest jedna opcja. A przypuszczam, że podobny dylemat odnosi się do dzieci i teraz cała sztuka wyczuć co komu i kiedy.

    Ostatnio pracuję nad wypraszaniem wrzeszczacej córki od wspólnego posiłku tak, żeby pozostała czwórka domowników była w stanie funkcjonować (bo kurka blaszka tu nie chodzi o mnie samą i moje reakcje - nie może być tak, żeby jedna osoba tak okrutnie dominowała całą grupę), a jej udało się wyciszyć w swoim pokoju - np odprowadzam ją do pokoju, pytam czy przytulić, proponuję przytulankę etc. Mogę z nią trochę pobyć, ale nie mogę olewac reszty moich dzieci kilka razy w tygodniu - a zdarzają się histerie z taką częstotliwością, od lat, a nie ostatnio przez miesiąc - w czasie integrujacych teoretycznie posiłków. I mam wrażenie, że jej to bardziej pomaga, niż frustracja w naszym towarzystwie, bo wtedy się ona nakręca zamiast wyciszyć. Gorzej, że poza domem nie ma takiej możliwości.

    wysłane z telefonu
    Ostatnio edytowane przez jul ; 06-11-2015 o 13:10
    Jasiek - córka najpierwsza (I 2009) - syn średni (VIII 2010) - syn mniejszy (II 2013)

  5. #45
    Pasjonatka
    Sponsor Chustozlotu 2015
    Awatar baryłka
    Dołączył
    Jun 2014
    Postów
    2 854
    no ja wiem że wszystko to może być że jesień jest przed zimą a nie po z tym że niedawno wiedziałam to w lot a dziś już nie
    i chodź jesteśmy w domu we dwie, miła atmosfera i nagle burza, sztorm 10 w skali beauforta
    noo czuję się jak mąż który powinien się domyślić
    ze strachem patrzę na młodszą bo z nią to będzie trzęsienie ziemi po prostu
    a będzie tylko weselej

  6. #46
    Zaangażowana Awatar n2605
    Dołączył
    Jun 2014
    Postów
    638
    Cytat Zamieszczone przez baryłka Zobacz posta
    a będzie tylko weselej
    byle do matury baryłko, byle do matury

  7. #47
    Zaangażowana Awatar Alien
    Dołączył
    Dec 2014
    Postów
    452
    Cytat Zamieszczone przez jul Zobacz posta
    Pomyślałam jeszcze, że cała ta dyskusja to trochę taka rozkminka jak w wypadku dorosłych - kogo bardziej zmobilizuje tzw "kop w dupę" i "weź się w garść", a komu bardziej pomoże pochylenie się nad nim i zrozumienie - tylko tu jedna ze stron zakłada, że uniwersalna jest jedna opcja. A przypuszczam, że podobny dylemat odnosi się do dzieci i teraz cała sztuka wyczuć co komu i kiedy.
    Wyraziłaś dokładnie to o czym myślałam.


    Tapatalk
    Kuba VIII 2011 i Paweł VIII 2014

  8. #48
    Pasjonatka
    Sponsor Chustozlotu 2015
    Awatar baryłka
    Dołączył
    Jun 2014
    Postów
    2 854
    Cytat Zamieszczone przez n2605 Zobacz posta
    byle do matury baryłko, byle do matury
    musiałabym przeprowadzić się na głębokie Kaszuby
    wszystkie sąsiady studenci mieszkają tu dalej z rodzicami kurka

  9. #49
    Zaangażowana Awatar n2605
    Dołączył
    Jun 2014
    Postów
    638
    Cytat Zamieszczone przez baryłka Zobacz posta
    musiałabym przeprowadzić się na głębokie Kaszuby
    wszystkie sąsiady studenci mieszkają tu dalej z rodzicami kurka
    inwestuj w języki. pojadom na jaki Harvard i będzie spokój

  10. #50
    Moderator Awatar pszczoła
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    Toruń
    Postów
    1 187
    Cytat Zamieszczone przez jul Zobacz posta

    Pomyślałam jeszcze, że cała ta dyskusja to trochę taka rozkminka jak w wypadku dorosłych - kogo bardziej zmobilizuje tzw "kop w dupę" i "weź się w garść", a komu bardziej pomoże pochylenie się nad nim i zrozumienie - tylko tu jedna ze stron zakłada, że uniwersalna jest jedna opcja. A przypuszczam, że podobny dylemat odnosi się do dzieci i teraz cała sztuka wyczuć co komu i kiedy.
    ja tego nie zauważyłam. Mam wrażenie, że to nie jest dyskusja o tym, jak pomagać dzieciom uporać się z emocjami, tylko dotknięcie generalnego założenia dot. emocji. Bo kiedy czytam, że marudzenie jest bezzasadne etc., to myślę, że ogólne podejście do emocji może tutaj być niewspierające. To już nawet nie chodzi o to, co zrobię, tylko jakie mam intencje. Rozumiem doskonale, że jest trudno przyjmować czyjeś emocje i płynące z nich zachowania, a jednak odrobinę inaczej reaguję, gdy moje duże dziecko mówi mi w emocjach przykrości, i chcę tylko obronić siebie przed przykrościami, a inaczej, gdy nie umiem sobie z tymi emocjami poradzić, nie życzę ich sobie, nie radzę sobie z nimi.

  11. #51
    Wpadła po uszy Awatar Albertyna
    Dołączył
    Jun 2014
    Postów
    2 284
    Zgadzam się z dziewczynami, które pisza, że bycie sztuczną nie jest wcale takie dobre i że rodzic tez ma pełne prawo do emocji. Niemniej, uważam, również, że warto by ów dorosły umiał nad sobą zapanować, by pewne kwestie miał przepracowane, by nie "wywalać" swoich frustracji na dziecko. Nie ono winne, że autobus uciekł i że szef zachowywał sie jak poganiacz niewolników.
    Sztucznie usmiechnięta mama pochylająca się nad dzieckiem, gdy tymczasem dym idzie jej uszami może miec spore problemy z uspokojeniem dziecka, bo ono wyczuwa ją lepiej niż ona chce to okazać. Mi się to kojarzy z amerykańskimi filami z lat 80. Pooglądajcie zwracając na to uwagę- matka najpierw wrzeszczy na małżonka w furii, po czym odwraca się do płaczacego dziecka ze "słodkim" uśmiechem i ze spokojem coś mu tłumaczy (to oczywiście przykład).
    Doradca Noszenia ClauWi, zamotana na punkcie chust eko-Mama Niuni-wegedzieciaka, tolerancyjna wegetarianka

  12. #52
    Wpadła po uszy Awatar jul
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    Pruszków
    Postów
    2 469
    Cytat Zamieszczone przez pszczoła Zobacz posta
    ja tego nie zauważyłam. Mam wrażenie, że to nie jest dyskusja o tym, jak pomagać dzieciom uporać się z emocjami, tylko dotknięcie generalnego założenia dot. emocji. Bo kiedy czytam, że marudzenie jest bezzasadne etc., to myślę, że ogólne podejście do emocji może tutaj być niewspierające. To już nawet nie chodzi o to, co zrobię, tylko jakie mam intencje.
    Nie wydaje mi się, że ktoś tu napisał, że emocje są bezzasadne (nie chce mi się cofać i sprawdzać co kto dokładnie i co można było tak zrozumieć). Nie wiem, czy chodzi Ci o moje wypowiedzi, bo mi się wydaję, że jednak nie odrzucam emocji, a niektóre metody ich manifestacji. Jak córka jest w histerii, to ja na prawdę nie mam z kim pogadać o tym co jak i dlaczego, że rozumiem etc. I nie wydaje mi się, że zawsze muszę zmuszać się by być przy córce w takiej sytuacji. O, taki przykład. Dwa tygodnie temu córka robiła mi awantury jak odbierałam ją z cotygodniowego basenu. W końcu nie wytrzymałam i powiedziałam, że mam dosyć i nie życzę sobie takiego zachowania - może powinnam była nic nie mówić, tylko po cichu liczyć, że w końcu córka cała i zdrowa dotrze do samochodu - były też uciekania, obrażania się etc. No ale jestem niedojrzała emocjonalnie i nie wytrzymałam. Pięć minut później w samochodzie córka spokojnie mi powiedziała co i dlaczego ją denerwowało, ustaliłysmy zmiany (głównie w moim zachowaniu) na kolejne odbierania z basenu i się tych ustaleń trzymamy.

    wysłane z telefonu
    Jasiek - córka najpierwsza (I 2009) - syn średni (VIII 2010) - syn mniejszy (II 2013)

  13. #53
    O ile ogólnie się zgadzam z tezą, że istnieją jednostki, które opacznie pojmują idee rodzicielstwa bliskości to w notce i blogu nie podobają mi się uogólnienia, uproszczenia, smrodek dydaktyczny (w stosunku do rodziców), za duża liczba słów (w stosunku do hipotetycznych dzieci) i ogólnie takie poczucie, że to już widziałam, ale chyba lepiej było podane. W zagryzaniu zębów, żeby nie wybuchnąć nie widzę nic złego, ale w powiedzeniu dziecku "nie zgadzam się na rzucanie zabawkami" albo w wyrażeniu oczekiwania od niego powściągnięcia swej złości też niezbyt.
    Mam wrażenie, że przez tą skłonność do skrajności, którą też dostrzegam, w artykule walczą dwie postawy: "moje dziecko ma prawo do wyrażania złości jak mu się żywnie podoba, a ja nie" z "mam prawo wyrażać złość jak mi się podoba, a moje dziecko nie". Wyszłabym z tego impasu mówiąc sobie "zarówno ja jak i moje dziecko mamy prawo do złości, ale mamy też dążyć do tego, żeby wyrażać swoją złość bez ranienia innych". Tak, moje dziecko też, jestem od tego, żeby go tego nauczyć, nie nauczę ani sącząc przez zaciśnięte zęby wyrazy radosnej ekscytacji ani wydzierając się na nie, bo nie wiem zabawką rzuciło, albo sok rozlało. Więc w ogóle po co sobie te dwie skrajności przeciwstawiać?
    syn 2010, blog sporadyczny, wiara w życie pozaforumowe niestabilna :P

  14. #54
    Wpadła po uszy Awatar jul
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    Pruszków
    Postów
    2 469
    Dzięki Madiso! Chyba ujęłas mniej więcej to, o co mi chodziło.

    wysłane z telefonu
    Jasiek - córka najpierwsza (I 2009) - syn średni (VIII 2010) - syn mniejszy (II 2013)

  15. #55
    Chwyciła bakcyla Awatar blueann
    Dołączył
    Jul 2014
    Lokalizacja
    Kraków
    Postów
    178
    Ja tu oczywiście piszę ze sporym opóźnieniem w stosunku do całej dyskusji.

    Czytam takie wątki i wpisy uważnie, bo przerabiam temat od paru lat i dalej nie wiem, jak sobie radzić z sytuacjami, kiedy dziecko nie umie się uspokoić. Często mam wrażenie, że w takich rozważaniach takie sytuacje są wyizolowane, rozpatrywane zupełnie niezależnie od szerszego kontekstu. Przez to mam problem z przełożeniem ich na swoją codzienność.

    Gdybym miała jedną problematyczną sytuację w ciągu dnia i podchodziła do niej wypoczęta i zrelaksowana, to pewnie bym sobie radziła lepiej i nie musiałabym zaciskać zębów, żeby zachować spokój w obliczu miotanego szałem trzylatka. Ale niestety często nie podchodzę wypoczęta i zrelaksowana, bo to nie jest jedna taka scena na dzień, tylko na przykład piąta z rzędu. Nie umiem wtedy promienieć spokojem, czy to coś dziwnego? Nie dlatego, że przerastają mnie emocje dziecka, ale dlatego, że jestem już zmęczona hałasem. Na Was hałas tak nie działa? Nie macie dość? Ja mam. Mam wrażenie, że wrażliwość na hałas jest zupełnie niezależno od mojej dojrzałości emocjonalnej. Jul, to co piszesz o tym wspólnym posiłku, to ja dobrze rozumiem. U nas też często jest krzyk w czasie posiłku. Jeśli mam za sobą pół dnia słuchania krzyku i płaczu, to przy kolacji już wymiękam. Muszę się odizolować od tego dźwięku. Chętnie pocieszyłabym Adasia, dla jego i naszego dobra, ale on zwykle nie chce być pocieszany. Chce krzyczeć. Nie chce przytulania i nie chce rozmowy. Często nawet nie chce wyjaśnić, o co tak krzyczy. Mi też się już zdarzało wynosić go do jego pokoju. To nie jest dobre rozwiązanie, ale ja tu w ogóle nie widzę dobrego rozwiązania.

    A ogólnie rzecz biorąc, dopóki jeszcze mam resztki sił, to z dwojga złego wolę zaciskać zęby niż wybuchnąć. Mam wrażenie, że kiedy umiem zachować choćby najbardziej wysilony spokój, wszyscy razem jakoś szybciej się uspokajamy. Moje wybuchy złości jeszcze nigdy nie przyniosły niczego dobrego. Co z tego, że jestem bardziej autentyczna, wydzierając się na dziecko, że mam dość jego krzyku i ma wyjaśnić o co mu chodzi albo przestać mi wrzeszczeć do ucha. Może i jestem autentyczna, ale i tak pogarszam sytuację, tak ja to odbieram.

    Jeśli chodzi o kontekst wydarzeń, to jak czytam o byciu przy dziecku, które jest zrozpaczone, to jeszcze się zastanawiam, gdzie w tym czasie jest młodsze rodzeństwo? Wczoraj dałam plamę. Oj, mocno. Mam kaca moralnego. Adaś bardzo mocno zapragnął zabawki, którą miał w ręce Marek. Zdenerwował się tak, że dawno go takim nie widziałam. Było mi go naprawdę żal i chciałam coś dla niego zrobić, ale zupełnie mi nie wyszło to całe wspierające bycie przy nim, bo ile razy zbliżałam się do Adasia, żeby przy nim posiedzieć i może przytulić, biegł za mną Marek, który zaczynał jęczeć i się na mnie wspinać, a po chwili płakać, bo bał się krzyku Adasia. Parę razy odciągałam Marka gdzieś dalej, pocieszałam go i dawałam coś do zabawy, ale kiedy szłam do Adasia, Marek po chwili znowu był przy mnie. Więc miałam krzyczącego Adasia, płaczącego Marka, po chwili Adaś denerwował się jeszcze bardziej, że Marek w ogóle ośmiela się przebywać w pobliżu i to już było zupełnie nie do ogarnięcia. Po tym jak Adaś uderzył w tym całym zdenerwowaniu Marka, a ja rodzielając ich prawie trzepnęłam ze złości Adasiem o ścianę, dotarło do mnie, że sytuacja zupełnie wymknęła mi się spod kontroli. Wyszło mi, że dla całej naszej trójki byłoby lepiej, gdybym w ogóle nie podchodziła do Adasia, tylko zaszyła się gdzieś z Markiem i przeczekała. Ogólnie - od kiedy jest Marek, z takimi sytuacjami jest problem. I jak tu wspierać Adasia?
    Noszę Adama (maj 2012) i Marka (czerwiec 2014)

Strona 3 z 3 PierwszyPierwszy 123

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •