Pokaż wyniki od 1 do 4 z 4

Wątek: Czym jest, a czym nie jest Rodzicielstwo Bliskości

  1. #1
    Moderator Awatar pszczoła
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    Toruń
    Postów
    1 187

    Czym jest, a czym nie jest Rodzicielstwo Bliskości

    Najbardziej podoba mi się definicja Searsów - twórców określenia (nie samego podejścia, bo jest ono tak stare, jak rodzaj ludzki):
    Attachment Parenting (AP), rodzicielstwo bliskości to sposób, w jaki wychowywalibyśmy nasze dzieci, mieszkając na bezludnej wyspie - bez ciotek dobra rada, poradników, fachowców etc.
    Chociaż ma ona swoje nieścisłości, bo jesteśmy przesiąknięci naszymi doświadczeniami z relacji z rodzicami/głównymi opiekunami - i te doświadczenia mogą nas wspierać lub ograniczać w rodzicielstwie.
    Ale na początek wystarczy.

    Searsowie wymieniają 7 filarów AP:
    Budowanie więzi od chwili narodzin
    Karmienie piersią
    Noszenie w chuście
    Spanie z dzieckiem
    Traktowanie płaczu jako sposobu komunikowania się
    Unikanie "treserów" dzieci
    Równowaga między potrzebami wszystkich członków rodziny

    Pierwsze 4 są narzędziami, które mogą, ale nie muszą pomagać. I nie świadczą zupełnie o niczym - można spać z dzieckiem, karmić piersią, nosić w chuście, a być lata świetlne od rozumienia własnego dziecka (przykład skrajny, ale możliwy
    Podstawą AP jest intuicja, empatia i znajomość potrzeb - dziecka i własnych. I próba zachowania względnej równowagi między potrzebami wszystkich członków rodziny.


    Bywa mylone ze słynnym wychowaniem bezstresowym. Agnieszka Stein fajnie wyjaśnia różnice obu podejść:
    Tak naprawdę nie ma wychowania bezstresowego a liczba osób, które mają taką intencję, żeby dziecko nie przeżywało żadnego stresu jest znikoma.
    Dość dużo jest natomiast osób, które nie bardzo radzą sobie z emocjami przeżywanymi przez dziecko, trochę się ich boją, traktują niezadowolenie, smutek dziecka jako rodzaj dowodu na to, że się w czymś nie sprawdzili. Albo uważają, że dziecku nic się nie dzieje jak trochę sobie popłacze, ale… im samym jest bardzo trudno wytrzymać bycie w pobliżu takiego dziecka, budzi ono ich złość. Więc robią różne rzeczy, albo żeby dziecko jak najszybciej przestało płakać, cierpieć, marudzić, albo żeby się od niego oddalić (albo dziecko od siebie).
    Nie wiem czy można nazwać takich rodziców „bezstresowymi”, bo ich dzieci przeżywają dość duży stres. Ale z pewnością to nie jest rodzicielstwo bliskości.
    W rodzicielstwie bliskości rodzice akceptują wszystkie emocje dziecka i doceniają je. A ponieważ uznają, że emocje są potrzebne i niosą ważne informacje, nie starają się o to, żeby dziecko nie przeżywało emocji, tylko o to, żeby mu w tych emocjach towarzyszyć. Nie są to więc rodzice, którzy trzymają dzieci pod kloszem i izolują je od realnego życia.
    Jednocześnie to prawda, że w rodzicielstwie bliskości wierzy się w znikomą wartość wychowawczą celowego wywoływania trudnych emocji: zawstydzania, straszenia itp. ponieważ wiadomo, że mózg najlepiej się uczy, kiedy dobrze się czuje. Tak więc kiedy są trudne emocje jest pora, żeby zająć się nimi, a kiedy jest spokój i dobry nastrój, wtedy można się uczyć nowych rzeczy.
    Rodzicielstwo bliskości odróżnia też (podobnie jak psychologia w ogóle ) dobry, mobilizujący stres, od stresu toksycznego. Troskliwi rodzice, którzy uważnie obserwują dziecko widzą, kiedy stres jest dla niego wyzwaniem a kiedy jest już dezorganizujący. Z jednym zastrzeżeniem: bardzo ostrożnie podchodzą do rewelacji o samouspokajaniu się niemowląt (bo niemowlęta się same nie uspokajają).
    Negatywne skutki unikania stresu za wszelką cenę, czyli zagubienie dziecka i brak poczucia bezpieczeństwa, dotyczą najczęściej sytuacji, gdy rodzice boją się dziecku powiedzieć „nie” i boją się jego smutku i frustracji. Czasem dlatego, że czują się niedobrze z tym, że sprawiają dziecku przykrość np. poprzez kary. Starają się więc przypodobać mu, zgadzając się na różne rzeczy, na które nie mają w sobie zgody, np. na kupowanie różnych gadżetów.
    W rodzicielstwie bliskości jest inaczej. Dorosły, który na ogół zaspokaja, uznaje i dostrzega potrzeby dziecka ma mniejszy problem z tym, żeby odmówić dziecku czy w inny sposób zadbać o swoje potrzeby. Wie też, że jeśli dziecko zacznie się złościć, protestować, płakać to rodzice może spokojnie je wspierać i nie musi z nim walczyć o to, kto tu rządzi.
    Ostatnio edytowane przez pszczoła ; 22-06-2014 o 12:20 Powód: komputer wyłącza mi się samoistnie co 5 minut, stąd uzupełnienia i dopiski:)

  2. #2
    Wpadła po uszy Awatar Albertyna
    Dołączył
    Jun 2014
    Postów
    2 326
    Pszczoła, napisałaś, tak krótko, a zawarłas wszystko. Gratuluję
    Doradca Noszenia ClauWi, zamotana na punkcie chust eko-Mama Niuni-wegedzieciaka, tolerancyjna wegetarianka

  3. #3
    Początkująca
    Dołączył
    Oct 2014
    Postów
    28
    OOOO jestem mamą 3 synów i pierwszy raz słyszę, że to jak się staram chować dzieci ma swoją nazwę. Jestem też po raz pierwszy podniesiona na duchu, że dobrze trafiłam- trafiłam TU.
    Ostatnio edytowane przez Mama.O. ; 27-10-2014 o 20:02

  4. #4
    Pasjonatka Awatar dirk
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    Gniezno
    Postów
    1 362
    Cytat Zamieszczone przez Mama.O. Zobacz posta
    OOOO jestem mamą 3 synów i pierwszy raz słyszę, że to jak się staram chować dzieci ma swoją nazwę. Jestem też po raz pierwszy podniesiona na duchu, że dobrze trafiłam- trafiłam TU.
    Pamiętam to odkrycie jakieś cztery lata temu - gratuluję i dobrego pobytu tutaj życzę .
    "Czytelnik może żyć życiem tysiąca ludzi, zanim umrze. Człowiek, który nie czyta, ma tylko jedno życie." G.R.R. Martin

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •