Strona 1 z 6 12345 ... OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 20 z 110

Wątek: [Było: Histeryzujący dwuipółlatek] Teraz to trzyipółlatek z zaburzeniami SI - #72

  1. #1
    Chwyciła bakcyla Awatar blueann
    Dołączył
    Jul 2014
    Lokalizacja
    Kraków
    Postów
    185

    [Było: Histeryzujący dwuipółlatek] Teraz to trzyipółlatek z zaburzeniami SI - #72

    Ja wiem, że tytuł brzmi jak pleonazm, ale jak dotychczas uważałam, że dziecko w tym wieku musi od czasu do czasu urządzić scenę z dzikimi wrzaskami i trzeba to po prostu przeczekać, tak teraz już wymiękam i proszę o radę.

    Adaś od początku był dość wymagającym dzieckiem - nie mogę powiedzieć, że high need baby, ale jako niemowlę z pewnością miał dość duże potrzeby. Po roku zaczęło być łatwiej, do drugich urodzin było coraz lepiej. Od czasu do czasu był gorszy okres z różnymi fazami, których już nawet nie pamiętam, a które staraliśmy się znosić cierpliwie, wychodząc z założenia, że wszystko mija. Gdzieś po drugich urodzinach zaczęła się faza histerii o wszystko. Na przykład, że wchodzimy do mieszkania i ja otworzyłam drzwi, a to on chciał je otworzyć albo że to ja miałam je otworzyć, a się nie domyśliłam albo że on chciał je otworzyć razem ze mną, a ja nie poczekałam na niego. Albo że zdjęłam mu buty, a on chciał je zdjąć sam. Albo że kubek mu się przewrócił i woda się wylała. No wiecie, standard. I tak codziennie; dzień bez afery to dzień stracony. I pomyśleć, że jeszcze kilka miesięcy temu myślałam, że jak zrobił dwie afery dziennie, to to był już trudny dzień, haha. Myślałam, że damy radę przeczekać, ale miesiące mijały i nic się nie zmieniało. Po pół roku nagle nastąpiła odmiana: Adaś jak nie to samo dziecko. Cierpliwy, spokojny, da się z nim dogadać. Odmiana potrwała jakieś dwa tygodnie, po czym wszystko wróciło ze zdwojoną siłą. Teraz stan histerii jest w zasadzie normą. Jak dłuższy czas jest cisza, to uważam, że mamy wyjątkowe szczęście tego dnia. Na przykład dzisiejszy dzień wyglądał tak: przed śniadaniem histeria w zasadzie nie wiadomo o co, bo mnie i męża przy tym nie było, a babcia nie zrozumiała, o co Adasiowi chodzi. Jak już przyszłam, to zaczęła się afera, bo mleko do płatków jest za mało podgrzane i trzeba podgrzać jeszcze (a nawet go nie spróbował). Potem była afera, bo tata założył Adasiowi śliniak, a miała założyć mama. Po śniadaniu tragedia, bo chcieliśmy przesunąć Adasia razem z zabawkami kawałek dalej, żeby nie blokował przejścia. Potem coś tam Adasiowi nie wyszło, co sobie zamierzył i znowu rozpacz. Przy siadaniu do obiadu histeria, znowu nie wiem o co, ale pewnie tak prewencyjnie, żeby nie było, że jakiś posiłek upływa spokojnie. Podczas obiadu - bo podzieliłam pieroga na kawałki widelcem, a miałam pokroić nożem. Potem, bo ktoś usiadł na jego ulubionym miejscu. Potem, jak nie pozwoliliśmy zabrać Markowi zabawki z rąk. I tak dalej, i tak dalej.

    Staramy się zawsze zachować spokój, pomimo że wrzask Adasia podnosi nam ciśnienie, bo po co do tej sytuacji dokładać jeszcze nasze zdenerwowanie. Staramy się widzieć w Adasiu przede wszystkim dziecko, które nie radzi sobie jeszcze z emocjami, więc skupiamy się głównie na tym, żeby zapewnić mu ukojenie. Proponujemy przytulenie. Staramy się spokojnie opisać sytuację, żeby umiał ją ogarnąć - jego emocje, ewentualnie emocje innych osób. Staramy się pokazać mu, że tak czy inaczej jesteśmy przy nim. Nie staramy się za wszelką cenę stawiać na swoim i robić czegoś dla zasady. Ale już tracimy siły. To za długo trwa. Już nie przytulam go tak chętnie w takiej sytuacji, bo i tak zwykle mnie odpycha, więc przestałam widzieć w tym sens. Już nie siedzę przy nim, kiedy płacze i krzyczy, bo nie mam do tego cierpliwości, czasu też nie. Gdybym za każdym razem chciała mu poświęcać czas przy okazji jego histerii, spędzałabym w ten sposób większość dnia - nie przesadzam.

    Zastanawiam się, czy popełniliśmy jakiś błąd. Może sami jesteśmy sobie winni? Mąż mi dzisiaj powiedział, że Adasiowi się przyda więcej stanowczości. I że na przykład w sytuacji, kiedy Adaś żąda zwolnienia swojego ulubionego miejsca przy stole, on nie zamierza się przesiadać. Powiedziałam mu, że jak najbardziej ma prawo się nie przesiadać, a Adaś rzecz jasna nie ma prawa tego wymagać, więc na pewno nie będzie błędem, jeśli będzie odrzucał takie żądania Adasia. Natomiast nie uważam też, że zwalniając mu to jego miejsce, robiliśmy błąd. Nie mam ochoty odmawiać czegoś Adasiowi dla zasady, jeśli nie jest dla mnie problemem spełnienie jego zachcianki. A może jednak coś robię nie tak. Kontynuując przykład z krzesłem: jak sobie na nim siedzę i przychodzi Adaś i chce, żebym z niego zeszła, to zwykle to robię. Nie bardzo mam ochotę się przesiadać, ale też nie czułabym się dobrze, walcząc z dzieckiem o krzesło i wywołując jego histerię. To po prostu nie jest tego warte. Czułabym, że sama zachowuję się dziecinnie: siedzę i nie mam zamiaru tyłka ruszyć, a obok dziecko płacze o to miejsce. Żałosne. Czasem z kolei łatwiej mi ustąpić, niż znosić kolejną scenę, zwłaszcza, jeśli to jest czas posiłku. Naprawdę chciałabym zjeść spokojnie z rodziną, a nie słuchać wrzasków. To pewnie jednak zła motywacja, co?

    Czuję, że mi się trochę wątek urywa i wyrażam się mało precyzyjnie, ale mam nadzieję, że rozumiecie. Pora już bardzo późna jak dla mnie, ale postanowiłam napisać, bo mi to spokoju nie daje i nie umiem zasnąć. Najwyżej dopiszę jeszcze coś za dnia, jak mi przyjdzie do głowy. Proszę o jakąkolwiek podpowiedź, jak ten temat ugryźć. Jakie podejście sprawdziło się u Was? Myślicie, że to my doprowadziliśmy Adasia do takiego zachowania czy to jednak po prostu taka faza, którą należy przeczekać? Możemy mu jakoś pomóc? Jestem już zmęczona, tak bardzo zmęczona. Nie mam już cierpliwości. To się odbija zarówno na Adasiu, jak i na Marku. Na całej rodzinie. Przerasta mnie to.
    Ostatnio edytowane przez blueann ; 22-09-2015 o 23:20
    Noszę Adama (maj 2012) i Marka (czerwiec 2014)

  2. #2
    Chwyciła bakcyla
    Dołączył
    Jul 2014
    Postów
    222
    Może Adasie tak mają U naszego kiedy miał dokładnie dwa i pół, tak przez miesiąc miałam wrażenie że jest jedna wielka histeria z krótkimi momentami spokoju. Wcześniej byla tendencja rosnąca, po tym krytycznym miesiącu - stopniowo malało, tzn proporcje się zmieniały - pojawiało sie coraz więcej momentów współpracy w stosunku do histerii. Ponieważ było bardzo książkowe (dwa i pół to wg "Rozwoju psychicznego dziecka" właśnie szczyt popularnie zwanego buntu dwulatka), postanowiłam to jakoś przetrwać, choć owszem, kosztowało mnie to wiele nerwów, i nie zawsze bywało pokojowo i ze zrozumieniem, bo niestety Adaśko jako młodszy musiał dostosować się do wymogów życia rodzinnego i np nie było wyjscia, musiał jeździć ze mną po Asię do przedszkola, nawet jeśli w tym celu musialam go wrzeszczącego wyciągać spod kanapy.
    U Was z kolei on jest tym starszym, wiec dodatkowo może być podkręcony zazdrością o Młodszego, pora roku tez nie najszczęśliwsza - u nas to wypadło we wrześniu, dużo czasu spedzalismy na dworze i to pomagało...
    Jak teraz o tym myśle to widze że szybko zapomniałam, czy tez raczej wyparłam ale lekko musiało nie być bo nie raz mi chodziło po głowie zakładanie wątku na forum (z Asią aż takich cyrków w takim natężeniu nie było). Co do podejścia to niestety nie pomogę, bo obawiam się że momentami mało poprawne było, w zależności od sytuacji - albo obchodzenie się jak z jajkiem, albo niezwracanie uwagi na dzikie wrzaski i robienie swojego.
    Trzymaj się, minie na pewno, choć marna to w tej chwili pociecha...

  3. #3
    Dla mnie to co dalej napisałam to AP, ale na pewno nie w wydaniu słodko-pierdzącym. Dla mnie dwulatek to nie niemowlak, nie trzeba spełniać żądań tylko zaspokoić potrzeby. To czas testowania granic, tak naprawdę dziecko nie potrzebuje, żebyś mu zawsze ustąpiła, ale potrzebuje wiedzieć czego Ty chcesz, a czego nie, na co się zgadzasz, a na co nie, potrzebuje silnego, stabilnego rodzica, który da mu oparcie, im bardziej ma poczucie dryfowania w próżni tym silniejszy będzie jego lęk i rozpaczliwsze próby namacania nawet i krzyczącej brzytwy, byle się czegoś uchwycić.
    Jak najrzadziej ustępuj (ustępstwo oznacza zrezygnowanie z siebie na rzecz kogoś). Tam gdzie Ci naprawdę zwisa pozwól dziecku dokonać wyboru, ale tam gdzie Ci zależy określ swoje granice. Staraj się zmniejszyć szarą strefę "sama nie wiem czy mi zależy czy zwisa". Tam gdzie jest konflikt potrzeb szukajcie rozwiązań, które będą ok dla wszystkich. Twoje potrzeby, wbrew temu co się wmawia od 2 roku życia kobietom są równorzędne z potrzebami innych członków rodziny.
    syn 2010, blog sporadyczny, wiara w życie pozaforumowe niestabilna :P

  4. #4
    Zamotana na amen
    Dołączył
    Jun 2014
    Postów
    3 809
    Cytat Zamieszczone przez Madisa Zobacz posta
    tak naprawdę dziecko nie potrzebuje, żebyś mu zawsze ustąpiła, ale potrzebuje wiedzieć czego Ty chcesz, a czego nie, na co się zgadzasz, a na co nie, potrzebuje silnego, stabilnego rodzica, który da mu oparcie, im bardziej ma poczucie dryfowania w próżni tym silniejszy będzie jego lęk i rozpaczliwsze próby namacania nawet i krzyczącej brzytwy, byle się czegoś uchwycić.
    .
    Madisa, samo sedno
    Daniel Ikenna 30.05.2010, Obinna Samuel 18.11.2011, Celestin Ejike 01.08.2014

  5. #5
    Zamotana na amen Awatar ita
    Dołączył
    Jun 2014
    Postów
    4 641
    A ile trwa ta histeria i jak przebiega?
    U nas zdecydowanie gorzej jest przy tacie (on jest rodzicem alfa). Szczerze mówiąc teraz w Święta cieszę się z męża co dzień, a jednocześnie bycie we troje ze wzg. na córkę jest trudniejsze
    inaczej: franada

    mąż 06.09 córka 01.13

  6. #6
    Chwyciła bakcyla
    Dołączył
    Jun 2014
    Postów
    174
    Moja córka też ma teraz 2,5 lat. Histerie zdarzają się dosyć często i nie zawsze reaguję AP
    Staram się uspokoić małą, wytłumaczyć sytuację, tzn. jak np. coś upadnie, to mówię, że zdarza się i że po prostu to wyrzucimy i weźmiemy nowe lub umyjemy itp. Jak mamy czas i np. rozebrałam małą sama a chciała to zrobić ona, to zakładam jej ubranko i pozwalam by tym razem rozebrała się sama. Nie zawsze jest jednak na to czas, więc bywa różnie... Ostatnio odmawia wykąpania się i niestety próbuję umyć ją na siłę, choć trochę, ale potem obie jesteśmy złe i zmęczone.

  7. #7
    Zamotana na amen Awatar ita
    Dołączył
    Jun 2014
    Postów
    4 641
    U nas na kąpiel pomaga: idziesz się myć? Nie? To my idziemy. I idziemy z m. do łazienki, po chwili przychodzi. Ja mówię, że to ja wchodze do wanny wobec tego. Ona się denerwuje i mówi, że ona chce się kąpać.
    inaczej: franada

    mąż 06.09 córka 01.13

  8. #8
    Moderator Awatar pszczoła
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    Toruń
    Postów
    1 187
    Blueann, a nie jest tak, że obok tragicznego przełomu dwóch i pół lat dokłada swoje jeszcze kwestia pojawienia się rodzeństwa?

    Ja mam wrażenie, że dwa i pól to najgorszy wiek - u naszej całej trójki tak było. Zaden inny kryzys nie był dla mnie nigdy taki trudny.

    A jednocześnie zgadzam się po częsci z Madisą, że można się zapędzić w tym podążaniu za dzieckiem i ustępowaniu mu na siłę. I mam wrażenie, że to czasem źle na dzieci działa, kiedy rodzice zbyt często podążają za nimi, nie dając im okazji podążać za rodzicami. Kochająca stanowczość bywa wybawieniem dla całej rodziny.

    Rozumiem Twoje rozterki - czy zrobiliśmy jakis błąd? Mam tak za każdym razem, gdy pierworodny przechodzi etap nierównowagi, zaczynam roztrząsać, co zrobiliśmy źle, że taki pyskaty, zaczepny, marudny.
    A potem wskakuje na rozwojową górkę i widzę, jakie niepotrzebne były te wątpliwości - wszystko toczy się z góry ustalonym rytmem, moja rolą jest tylko nie przeszkadzać.
    A w następnym dołku znów zaczynam roztrząsać. Przy młodszych tak nie mam, bo on przeciera szlaki i ich trudne okresy są już mi znajome, nie boję się - wiem, że miną.

    Ściskam, oby do górki!

  9. #9
    Zamotana na amen Awatar ita
    Dołączył
    Jun 2014
    Postów
    4 641
    Dziś powiedziałam kilkakrotnie stanowczo: "Nie ma mowy o nie zakładaniu rajstop pod spodnie, jest za zimno. Muszą być i rajstopy i spodnie. Absolutnie nie zgadzam się na same spodnie". Były łzy w oczach, były próby oporu, ale... histerii nie było! Ciekawostka
    Także kochająca stanowczość - zdecydowanie tak
    inaczej: franada

    mąż 06.09 córka 01.13

  10. #10
    Zaangażowana
    Sponsor Chustozlotu 2015
    Awatar Jagna
    Dołączył
    Jul 2014
    Lokalizacja
    Kraków
    Postów
    1 077
    blueann, mocno przytulam i wspieram.
    Zgadzam sie z Madisa i pszczola...
    U nas 2,5 roku, to byl istny hardcore...myslalam, ze zwariuje, poziom frustracji mojego dziecka przy kazdym "nie" mnie dobijal, tym bardziej ze na nas odreagowywal...
    Przezylam dzieki intensywnemu kilkumiesiecznemu warsztatowi NVC z Monika Szczepanik, Rodzicielstwu przez zabawe i Rozwojowi dziecka 0-10...nie wiem jak, ale w koncu to przeszlismy. I uratowalam swoje rodzicielstwo i dziecko.
    Mocno przytulam Ciebie i Adasia
    Jestem dyrektorką przedszkola- rozbrajam miny, gaszę pożary, przemieniam świat
    Mój Franio Chuścioszek 08 maja 2010 i Laura Marianna 12.04.2015

  11. #11
    Zaciekawiona Awatar agum
    Dołączył
    Jul 2014
    Lokalizacja
    Warszawa, Ursynów
    Postów
    62
    Blueann mam wprawdzie dopiero półtoraroczniaczkę,ale przykłady,które opisujesz są mi bardzo bliskie.
    Bliskie jest mi również pytanie czy gdzies postępowalismy/postepujemy nie tak. Wydaje mi się,że to jednak kombinacja charakteru,etapu rozwoju i postawy rodziców. Doszłam do wniosku,że rzeczywiście mam już prawo komunikować wyraźnie o swoich granicach/potrzebach,że etap samych potrzeb sie skończył. Staram się tłumaczyć i przekierowywac uwagę, częściej w odwrotnej kolejnosci zanim histeria wybuchnie (o ile mam szansę wyłapać,że jest taka mozliwosć), bo wtedy i tak tłumaczenia nie słyszy.
    I zdecydowanie zgadzam się z tym zbytnim podążaniem za dzieckiem,o którym wspomniały dziewczyny. Sama sie łapałam na tym,że ulegam z braku siły. Odkąd przeczytałam u Juula,że odpuszczanie jest ok, ale nie tam gdzie robimy to wbrew sobie i dla "świętego spokoju" i dałam sobie przyzwolenie na takie postępowanie, jest mi trochę lżej. Wczesniej jakos nie bylo miejsca dla mnie w tym układzie i też mnie to frustrowało. Pierwsze takie ataki wywoływały u mnie lęki,że to przeze mnie,że ja nie umiem zapobiec i niestety powodowaly że jeszcze mniej stabilna byłam i odpuszczałam tam,gdzie wcale nie czułam, że chcę.
    Jak piszesz o mężu,który nie chce ustąpić miejsca to z kolei przypomina mi się etap kiedy z kolei uświadomiona,że też mam swoje prawa i nie powinnam się z tego powodu czuć źle, zagalopowywalam sie i zdarzalo mi się przyłapywać samą siebie na zakazywaniu czegoś " dla zasady" ,ale sie zreflektowalam. Takie moje spostrzeżenie tylko,bo jak najbardziej oczywiście tez mamy różnie postawione własne granice z moim mężem i nie zawsze to na co ja pozwalam jest na miarę sił męża i odwrotnie.
    Ten trudny etap pewnie także przede mną więc się posiłkuję tym co piszą doswiadczone mamy i mam nadzieję,że rzeczywiście mija
    powodzenia

  12. #12
    Chwyciła bakcyla Awatar blueann
    Dołączył
    Jul 2014
    Lokalizacja
    Kraków
    Postów
    185
    Cytat Zamieszczone przez Karo Zobacz posta
    U naszego kiedy miał dokładnie dwa i pół, tak przez miesiąc miałam wrażenie że jest jedna wielka histeria z krótkimi momentami spokoju. Wcześniej byla tendencja rosnąca, po tym krytycznym miesiącu - stopniowo malało, tzn proporcje się zmieniały - pojawiało sie coraz więcej momentów współpracy w stosunku do histerii.
    Wszystkie piszecie, że dwa i pół roku to był u Waszych dzieci najgorszy wiek... To jest pocieszające, bo jest nadzieja, że właśnie jesteśmy w tym najgorszym okresie i teraz będzie już tylko lepiej. Nabieram nowych sił, kiedy o tym myślę.

    Cytat Zamieszczone przez Madisa Zobacz posta
    Tam gdzie Ci naprawdę zwisa pozwól dziecku dokonać wyboru, ale tam gdzie Ci zależy określ swoje granice. Staraj się zmniejszyć szarą strefę "sama nie wiem czy mi zależy czy zwisa".
    Cytat Zamieszczone przez agum Zobacz posta
    Sama sie łapałam na tym,że ulegam z braku siły. Odkąd przeczytałam u Juula,że odpuszczanie jest ok, ale nie tam gdzie robimy to wbrew sobie i dla "świętego spokoju" i dałam sobie przyzwolenie na takie postępowanie, jest mi trochę lżej.
    O tym, że nie powinnam ustępować wbrew sobie, też wszystkie piszecie. Hmmm... Ja to niby wszystko wiem i myślałam, że tak nie robię. Cholera, może jednak robię. Zwrócę na to większą uwagę.

    Cytat Zamieszczone przez pszczoła Zobacz posta
    Blueann, a nie jest tak, że obok tragicznego przełomu dwóch i pół lat dokłada swoje jeszcze kwestia pojawienia się rodzeństwa?

    Ja mam wrażenie, że dwa i pól to najgorszy wiek - u naszej całej trójki tak było. Zaden inny kryzys nie był dla mnie nigdy taki trudny.

    A jednocześnie zgadzam się po częsci z Madisą, że można się zapędzić w tym podążaniu za dzieckiem i ustępowaniu mu na siłę. I mam wrażenie, że to czasem źle na dzieci działa, kiedy rodzice zbyt często podążają za nimi, nie dając im okazji podążać za rodzicami. Kochająca stanowczość bywa wybawieniem dla całej rodziny.

    Rozumiem Twoje rozterki - czy zrobiliśmy jakis błąd? Mam tak za każdym razem, gdy pierworodny przechodzi etap nierównowagi, zaczynam roztrząsać, co zrobiliśmy źle, że taki pyskaty, zaczepny, marudny.
    A potem wskakuje na rozwojową górkę i widzę, jakie niepotrzebne były te wątpliwości - wszystko toczy się z góry ustalonym rytmem, moja rolą jest tylko nie przeszkadzać.
    A w następnym dołku znów zaczynam roztrząsać. Przy młodszych tak nie mam, bo on przeciera szlaki i ich trudne okresy są już mi znajome, nie boję się - wiem, że miną.

    Ściskam, oby do górki!
    Co do pojawienia się rodzeństwa to nie jestem pewna; nie widzę, żeby to miało bezpośredni wpływ na zachowanie Adasia. Ale możliwe, że wszystko razem składa się na to, że to trudny czas dla naszej rodziny: Marek jest mały i wymagający, jest zima, którą spędzamy głównie w domu, bo chłopcy są ciągle chorzy i nie wychodzimy za bardzo do ludzi...

    Ja myślałam, że po poprzednich kryzysach Adasia już przyswoiłam sobie tę prawdę, że wszystko mija. Ale ten trwa już tak długo, że straciłam wszystkie siły.

    Cytat Zamieszczone przez Jagna Zobacz posta
    U nas 2,5 roku, to byl istny hardcore...myslalam, ze zwariuje, poziom frustracji mojego dziecka przy kazdym "nie" mnie dobijal, tym bardziej ze na nas odreagowywal...
    Przezylam dzieki intensywnemu kilkumiesiecznemu warsztatowi NVC z Monika Szczepanik, Rodzicielstwu przez zabawe i Rozwojowi dziecka 0-10...nie wiem jak, ale w koncu to przeszlismy. I uratowalam swoje rodzicielstwo i dziecko.
    Rodzicielstwo przez zabawę (jako ogólnie pojęta koncepcja, bo książki nie czytałam) często nas ratuje, ale czasem na to też już nie mam siły. Jak Adaś wrzeszczy po raz dziesiąty danego dnia, to już nie mam ochoty pogodnym głosem mówić mu zabawnych rzeczy.

    Cytat Zamieszczone przez Jagodowa Zobacz posta
    Moja córka też ma teraz 2,5 lat. Histerie zdarzają się dosyć często i nie zawsze reaguję AP
    Staram się uspokoić małą, wytłumaczyć sytuację, tzn. jak np. coś upadnie, to mówię, że zdarza się i że po prostu to wyrzucimy i weźmiemy nowe lub umyjemy itp. Jak mamy czas i np. rozebrałam małą sama a chciała to zrobić ona, to zakładam jej ubranko i pozwalam by tym razem rozebrała się sama.
    No właśnie, obecny etap jest trudniejszy i takie rzeczy już nie działają. Wcześniej tak robiłam z powodzeniem, że jak coś się rozlało, to jak najspokojniejszym tonem mówiłam, że teraz weźmiemy ściereczkę, wytrzemy, nalejemy nową porcję. Jeśli pochopnie zdjęłam Adasiowi czapkę, a on chciał to zrobić sam, proponowałam, że mu ją z powrotem założę i wtedy ją zdejmie. Teraz to już nie pomaga. Adaś jest w rozpaczy: rozlało się, czapka została zdjęta i koniec, nic się na to nie poradzi. Nawet jak wytrę co rozlane i założę czapkę z powrotem, tragedia już się stała i Adaś nie jest skłonny szybko o niej zapomnieć.

    Cytat Zamieszczone przez ita Zobacz posta
    A ile trwa ta histeria i jak przebiega?
    Bardzo różnie trwa, Adaś jest w stanie krzyczeć bez przerwy przez pół godziny. Powiedzmy, że właśnie wchodzimy do mieszkania i Adaś chce sam otworzyć drzwi. Pozwalam mu to zrobić, ale czasem coś mu nie wychodzi, Adaś traci cierpliwość, a potem wpada w rozpacz. Proponuję spokojnie, że mu pomogę, ale to tylko pogarsza sprawę. Pytam, czy mogę mu jakoś pomóc i słyszę "nie". Mówię, że widzę, że jest mu przykro. To przez chwilę przykuwa jego uwagę, ale kiedy tylko skończę mówić i Adaś zdaje sobie sprawę z tego, że sytuacja się nie zmieniła, drzwi nadal są zamknięte, a jemu nie udało się ich otworzyć, wszystko zaczyna się od początku. Pytam, czy mogę go przytulić, słyszę "nie". Widzę, że Adaś nie próbuje już otworzyć tych drzwi, a my stoimy na klatce schodowej, Adaś wyje i zakłóca spokój wszystkich sąsiadów, Marek zaczyna się niecierpliwić, więc otwieram te nieszczęsne drzwi sama i wciągam Adasia do środka. Adaś pada dramatycznie na podłogę. Rozbieram siebie i zdenerwowanego Marka, uspokajam go, znajduję mu jakieś zajęcie i wracam do Adasia. Próbuję go przytulić, nie pozwala. Pytam, czy chce się sam rozebrać, czy ja mogę to zrobić - w nadziei, że to przykuje jego uwagę. Zwykle się nie udaje. Siadam przy nim i mówię, że jeśli będzie potrzebował mojej pomocy, to jestem obok. Adaś woła, że mam sobie iść. To idę. On cały czas krzyczy tam, w przedpokoju. Czasem się nareszcie sam uspokaja, czasem ja dochodzę do wniosku, że powinnam jakoś zadziałać i to przerwać, bo przecież biedny tam jest, taki smutny. Znowu proponuję, że go przytulę i próbuję jakoś zagadać, ale zwykle się nie udaje. Więc go przytulam, czasem udaje mi się pokonać początkowy opór i sytuacja się w końcu uspokaja, a czasem odpycha mnie tak zażarcie, że nie walczę z nim, tylko znowu go zostawiam, a on dalej krzyczy...

    Jestem Wam wszystkim bardzo, BARDZO wdzięczna za całe wsparcie. To, co piszecie, przywraca mi poczucie normalności. Są inni, którzy już to przeżywali i przetrwali. I za ponowne otwieranie oczu na parę rzeczy.

    -----

    Rozpisałam się znowu strasznie, ja chyba inaczej nie potrafię, ale dopiszę jeszcze o czymś, co mnie doprowadza do rozpaczy. Otóż kilka miesięcy temu zaczęłam unikać zabierania dokądkolwiek Adasia idącego pieszo (albo jadącego na rowerku), bo on potrafi się zatrzymać w miejscu i nie chce ruszyć dalej. Więc wożę go znowu w wózku - takie duże dziecko. Nie podoba mi się to, ale to lepsze, niż to jego zatrzymywanie się. Wygląda to tak, że idziemy sobie, oczywiście tempem dwuletniego dziecka, czyli bardzo powoli, ale to jest w porządku i nagle Adaś się zatrzymuje. Od razu widzę, że to jest TO zatrzymanie się, a nie takie zwykłe, bo on ma wtedy cierpiąco-buntowniczą minę. To nie jest tak, że zatrzymał się, żeby obejrzeć przejeżdżający autobus albo coś w tym rodzaju - w takim wypadku oczywiście poczekałabym na niego, pogadalibyśmy o autobusie, a potem ruszyli dalej. To jest co innego. No więc zatrzymuje się i patrzy w przestrzeń z tą zrozpaczoną miną. Czekam przez chwilę, a potem pytam, czy coś się stało. Słyszę "tak" albo "nie" (płaczliwym tonem) albo w ogóle nie słyszę odpowiedzi, ale to właściwie nie ma znaczenia, bo kiedy zapytam, CO konkretnie się stało, i tak się nie dowiem. Starałam się pytać na różne sposoby; pytałam, czy mu smutno, czy jest zmęczony, czy jest głodny, czy chce iść w inną stronę. Zwykle nic nie odpowiada. Starałam się dać mu czas i po prostu spokojnie czekać. Starałam się tłumaczyć mu, dokąd chciałabym dotrzeć i że już niedaleko. Niezależnie od tego, co robię albo czy nie robię niczego, Adaś denerwuje się coraz bardziej. Do cierpiętniczej miny dochodzi tupanie nogą i niecierpliwe gesty. I NIE rusza się z miejsca. Jeszcze nigdy nie doczekałam się, żeby się ruszył. Parę razy skończyło się na tym, że niosłam oprócz Marka w chuście i torby na ramieniu również Adasia wraz z jego rowerkiem w rękach. Od tego czasu już wożę go wózkiem. Jeśli czasem się zdarzy, że idziemy pieszo i Adaś się zatrzyma, już nie biorę go na ręce. Doszłam do wniosku, że w ten sposób sama sobie szkodzę. Zamiast tego po pewnym czasie biorę go za rękę i prowadzę, a właściwie ciągnę za sobą. To jest przemoc, bo on się wyrywa i nie wiem, co z tym zrobić. Nie wiem, co jeszcze mogę zrobić. Problem polega na tym, że on właściwie niczego do mnie nie mówi. Gdyby powiedział: "Jestem zmęczony" albo "Nie ruszę się, dopóki nie pójdziemy na lody" albo COKOLWIEK, to byłby jakiś punkt zaczepienia. Ale nie ma żadnego. Jak już docieramy do domu czy dokądkolwiek idziemy i Adaś się uspokoi, okazuje się, że wcale nie był zmęczony ani głodny, więc to nie to. Staram się w takiej sytuacji dać mu czas, ale nie jestem w stanie dać go zbyt dużo, bo jest też Marek. Jak zbyt długo stoimy w miejscu, a on jest na rękach czy w chuście, zaczyna się wkurzać, a przecież nie położę go na ziemi, jak jest zimno i mokro. Zwłaszcza jeśli jest w chuście pod kurtką i nie mogę go stamtąd wyciągnąć, bo zmarznie. Zresztą jak mi się parę razy udało czekać naprawdę długo, i tak to nic nie dało, bo Adaś po prostu był coraz bardziej zdenerwowany i tyle. Co ja mogę z tym zrobić, buuu? Mam wrażenie, że będę go wozić wózkiem przez kilka najbliższych lat albo spacery będą kończyły się katastrofą.
    Noszę Adama (maj 2012) i Marka (czerwiec 2014)

  13. #13
    Pasjonatka Awatar just
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    Łódź
    Postów
    1 423
    dziewczyno, jesteś bohaterką.

    Mojemu dziecku, u którego ten okres rodzenia się niezależności ciągnie się dobry rok, nie jestem w stanie okazać aż tyle empatii, czy raczej znacznie bardziej zaznaczam swoje potrzeby. I mam tylko jedno dziecko. Jeśli staje na ulicy i nic nie mówi, nie reaguje na mój opis tego, co widzę, nie odpowiada też na moje ' potrzebuję Twojej odpowiedzi, użyj proszę słów', to po prostu oznajmiam, że idziemy (jeśli faktycznie nie mam czasu, siły lub zasobów, żeby z nią stać). I idę. I ciągnę za rękę. Albo jedziemy wózkiem (3lata) i nie mam z tym zadnego kłopotu.

    Kiedy coś jest możliwe, to jest. Kiedy nie jest, to nie jest. Inaczej bym zwariowala.
    _______________
    Hanka 15.12.2011

  14. #14
    Zaangażowana
    Sponsor Chustozlotu 2015
    Awatar Jagna
    Dołączył
    Jul 2014
    Lokalizacja
    Kraków
    Postów
    1 077
    Mysle, ze jestes w o tyle "dobrej" sytuacji, ze masz komunikatywne dziecko.
    Moj wtedy dopiero zaczynal mowic/rozmawiac, wiec dogadanie sie, czy dowiedzenie sie werbalne o co chodzi byly prawie niemozliwe.
    I tak, to byl najgorszy u nas okres wlasnie przez polaczenie emocji/frustracji i niekomunikatywnosci malego...
    Teraz mimo, ze sie powtarza co roku kryzys jest latwiej, bo dziecko bardziej ogarniete emocjonalnie i bardziej komunikatywne.
    Jestem dyrektorką przedszkola- rozbrajam miny, gaszę pożary, przemieniam świat
    Mój Franio Chuścioszek 08 maja 2010 i Laura Marianna 12.04.2015

  15. #15
    Zaangażowana
    Sponsor Chustozlotu 2015
    Awatar tintirinka
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    Wiocha Pod Warszawą
    Postów
    1 354
    Ja to nie umiem pisać o takich rzeczach, ale spróbuję. Mi się wydaje że dziecko potrzebuje stabilnego rodzica, oparcia w nim i wyznaczenia granic. Jeśli ma bardzo duże poczucie sprawczosci może czuć się zagrożone i stąd takie ataki histerii.
    Jeśli się pytasz czy Ty możesz go ubrać, czy on coś chce albo czegoś nie chce a on mówi i Ty to robisz, to dziecko czuje ze ma sprawczosc. A jednocześnie bierze na siebie ogromną odpowiedzialność. Za duża. To my jako rodzice musimy wziąć odpowiedzialność i pozwolić dzieciom tam gdzie mogą w bezpiecznym otoczeniu eksplorowac. Jeśli robimy często to co chce dziecko, może ono czuć się zagrożone. Jestem taki mały, a mogę wszystko. A tak naprawdę nie może i nie umie i to jest mega frustrujace dla dziecka.
    Nie umiem pisać o tym o czym myślę. Może któraś z dziewczyn coś w tym moim chaosie zrozumie i przetlumaczy.
    My w każdym razie wyznaczylismy mocniejsze granice, wzielismy więcej w swoje ręce, tym samym zrzucilismy z młodości odpowiedzialność. Na początku było mega ciężko i jemu i nam. Teraz jest dużo spokojniej i choć histerie się zdarzają to dużo dużo dużo rzadziej.

  16. #16
    Chwyciła bakcyla
    Dołączył
    Jul 2014
    Postów
    222
    Wózkiem bym się zupełnie nie przejmowała, robisz tak jak Ci wygodniej i już - spacer z dwójką maluchów to wystarczająco duże wyzwanie. Ja też w tym czasie obowiązkowo używałam wózka, choć Adaś był mistrzem biegówki, ale po jednej czy dwóch akcjach kiedy też go taszczyłam ze sprzętem (lub w ogóle nie mogłam ruszyć z placu zabaw, bo nie i już), zapowiedziałam że niestety biegówka będzie w weekendy na spacerach z tatą, a ze mną wózek i koniec.
    Mając malutkiego Adasia w chuscie i Asię 3-letnią też używałam jeszcze wózka dla niej bo tak mi było bardziej na rękę. Także w tym temacie luz i tyle.

  17. #17
    Moderator Awatar mist
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    Varsòvia
    Postów
    3 086
    Zawsze się gubię przy takich wątkach. Z jednej strony piszecie, że mycie zębów czy zmieniane pieluchy to łamanie dziecka, jeśli tylko ono sobie akurat nie życzy takich zabiegów, lepiej ustąpić i unikać ataku histerii, niech sobie idzie do przedszkola w piżamie i koronie, itp., itd.. Z drugiej, tak jak tutaj, czytam że granice są konieczne, nie można zawsze ustępować, dziecko nie powinno o wszystkim decydować. To jak to jest?

  18. #18
    Zaciekawiona Awatar hedli
    Dołączył
    Nov 2014
    Lokalizacja
    Warszawa
    Postów
    137
    Mist, z upartym dzieckiem, przynajmniej dla mnie, decyduje hierarchia celów, bo zazwyczaj nie udaje się wyznaczyć granic "przy okazji". Jeżeli moim celem jest wyjście z domu o określonej porze, a wiem, że dziecko potrafi przez godzinę histeryzować i upierać się przy swoim, to wolę ustąpić w niezbyt istotnej sprawie (zdarzało się, że wychodziliśmy w lecie w zimowych butach, w bluzce od piżamy pod kurtkę, bez umytych zębów itd.).

  19. #19
    Pasjonatka Awatar just
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    Łódź
    Postów
    1 423
    Cytat Zamieszczone przez mist Zobacz posta
    To jak to jest?
    U mnie jest tak, że nie mam uniwersalnej złotej zasady.

    Jest tak, jak w danym momencie możemy, jakaś wypadkowa naszych możliwości i chęci. Nieraz robię wszystko, żeby uniknąć histerii, a nieraz mnie ona nie rusza. Zawsze jakaś ekonomia emocjonalna ma miejsce, nawet żelazne mycie zębów zdarzyło mi się z dwa razy odpuścić, bo nie miałam siły, ani młoda.

    Coraz mniej zadaje sobie pytanie 'jak powinno być', a coraz częściej ' jak chcę, co jest ważne'.
    _______________
    Hanka 15.12.2011

  20. #20
    Początkująca
    Dołączył
    Oct 2014
    Lokalizacja
    Szczecin
    Postów
    15
    Bardzo polecam darmowy ebook "Mały buntownik", niewielki plik PDF, który uspokaja, daje wskazówki i wiele w temacie wyjaśnia
    MÓJ BLOG
    A. 04.06.2012
    Ł. 06.04.2015

Strona 1 z 6 12345 ... OstatniOstatni

Tagi dla tego wątku

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •