Strona 2 z 6 PierwszyPierwszy 123456 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 21 do 40 z 110

Wątek: [Było: Histeryzujący dwuipółlatek] Teraz to trzyipółlatek z zaburzeniami SI - #72

  1. #21
    Zaciekawiona Awatar agum
    Dołączył
    Jul 2014
    Lokalizacja
    Warszawa, Ursynów
    Postów
    62
    Cytat Zamieszczone przez mist Zobacz posta
    Zawsze się gubię przy takich wątkach. Z jednej strony piszecie, że mycie zębów czy zmieniane pieluchy to łamanie dziecka, jeśli tylko ono sobie akurat nie życzy takich zabiegów, lepiej ustąpić i unikać ataku histerii, niech sobie idzie do przedszkola w piżamie i koronie, itp., itd.. Z drugiej, tak jak tutaj, czytam że granice są konieczne, nie można zawsze ustępować, dziecko nie powinno o wszystkim decydować. To jak to jest?
    Mist ale jak dla mnie to nie jest nigdy czarno-białe. Tam gdzie nie chcę,nie mam możliwości odpuścić staram się odroczyć,odwrócić uwagę,wybrać mniejsze zło.
    Mycie zębów-nie zawsze uda mi sie 2minuty, albo zrobię to pół godziny później mówiąc,że pójdziemy do łazienki jak sie wyciszy.
    Wrzask przy zmianie pieluchy-jesli ,jest tak że jest już strasznie zmęczona a zaraz ma zasnąć bo wrocilysmy późno ze spaceru,zdarza sie że mówię,że przykro mi ale zmieniam,bo przed polozeniem sie na drzemkę chcę żeby miała suchą pieluchę albo dostaje na chwilę piers jesli oceniam że to pomoże zalagodzic ją na chwilę.
    Ale jest tak że zęby umyjemy i pieluchę zmienimy-w czasie, który JA oceniam jako najlepszy. Nigdy nie mam 100% skuteczności ale coraz częściej jest zrobione a nie odpuszczone to co chcę,ale nie kosztem histerii. Staram sie robić tak żeby histeri3 zminimalizowac do tych sytuacji kiedy pojawia sie znikad albo nie potrafię odczytac znakow że sie pojawi,a tam gdzie widze na jej szanse poprowadzic tak,zeby ewentualnie pokazała niezadowolenie ale nie wpadła w trans. Ciężko bywa bardzo, o czym z resztą rozmawiałyśmy,ale takie watki tez otwierają mi oczy i sa wsparciem.

    Blueann tez jestem zdania że jesli wózek jest w tej sytuacji ocalający Wasze spacery to jest ok -dla Was to kompromis pewien przecież -Ty i Adas niepocharatani histerią z takiego spaceru wracacie
    Ostatnio edytowane przez agum ; 27-12-2014 o 19:10

  2. #22
    Zaangażowana Awatar zawsze_zielona
    Dołączył
    Dec 2014
    Lokalizacja
    Dania, okolice Kopenhagi
    Postów
    692
    Z Celina tez bylo ciezko, przy czym mam wrazenie ze zaczelo sie jak miala 1,5 roku, potem chwila przerwy i ze zdwojona sila jak miala jakies 2-2,5 roku. W sumie to moze i dobrze, ze zrobila nam takie preludium, bo bylismy lepiej przygotowani na mocne uderzenie. U nas dzialalo to to samo, o czym pisza dziewczyny, a wiec odraczanie nielubianej czynnosci, dawanie malych wyborow ("chcesz zalozyc spodnie czy spodnice?"), dawanie wolnej reki tam, gdzie sama sobie poradzi (samodzielne nakladanie ziemniakow, czy wlewanie mleka do kubka), odpuszczanie jesli naprawde mi nie zalezy, ustepowanie jesli moge ustapic. Celina czasem chce, abym ja cos zrobila i tata absolutnie nie moze. Jesli moge, to to robie, jesli nie moge a ona koniecznie chce, to musi poczekac. Jesli doprowadza mnie do szalu, mowie mezowi, zeby sie nia zajal, bo inaczej wybuchne. Zwykle taki "swiezy" i niezaangazowany w konflikt rodzic rozwiazuje problem.
    Jesli Celina wpada w "chce to miec teraz natychmiast" to zmieniam to w zabawe i tez zaczynam teatralnie histeryzowac i zadac czegos niemozliwego. Dosc szybko mija najwieksza zlosc, dzialalo nawet w samochodzie.
    Moje dziewczynki: Celine 16/05-2011 i Signe 22/06-2015

  3. #23
    Chwyciła bakcyla Awatar blueann
    Dołączył
    Jul 2014
    Lokalizacja
    Kraków
    Postów
    178
    Cytat Zamieszczone przez just Zobacz posta
    dziewczyno, jesteś bohaterką.
    Jak kretynka się czuję, a nie jak bohaterka. Jak najbardziej nieudolny rodzic na świecie. Raz przeklinam swój brak cierpliwości i empatii, a raz czuję, że jestem za mientka.

    Cytat Zamieszczone przez Jagna Zobacz posta
    Mysle, ze jestes w o tyle "dobrej" sytuacji, ze masz komunikatywne dziecko.
    Otóż właśnie średnio komunikatywne. Adaś też dopiero uczy się mówić. Buduje proste zdania, ale mówi BARDZO niewyraźnie. Im więcej mówi, tym mniej wyraźnie i w tej chwili nie rozumiem chyba większości tego, co mówi. A w dodatku nie wydaje się dążyć do komunikowania się. Na porządku dziennym jest brak jakiejkolwiek odpowiedzi na zadane pytanie, niezależnie od tego, na ile sposobów je sformułuję, ile razy je zadam i ile czasu dam na odpowiedź. W dodatku często mi jest głupio, bo z jednej strony tłukę mu do głowy, że ma do mnie mówić, bo jak niczego nie mówi, to ja nie wiem, co się dzieje, a z drugiej strony często jak coś powie to ja i tak za nic nie umiem zrozumieć i mi go żal, bo to na pewno nie zachęca go do prób porozumienia się.

    Cytat Zamieszczone przez tintirinka Zobacz posta
    Mi się wydaje że dziecko potrzebuje stabilnego rodzica, oparcia w nim i wyznaczenia granic. Jeśli ma bardzo duże poczucie sprawczosci może czuć się zagrożone i stąd takie ataki histerii.
    Cytat Zamieszczone przez mist Zobacz posta
    Zawsze się gubię przy takich wątkach. Z jednej strony piszecie, że mycie zębów czy zmieniane pieluchy to łamanie dziecka, jeśli tylko ono sobie akurat nie życzy takich zabiegów, lepiej ustąpić i unikać ataku histerii, niech sobie idzie do przedszkola w piżamie i koronie, itp., itd.. Z drugiej, tak jak tutaj, czytam że granice są konieczne, nie można zawsze ustępować, dziecko nie powinno o wszystkim decydować. To jak to jest?
    Cytat Zamieszczone przez hedli Zobacz posta
    Mist, z upartym dzieckiem, przynajmniej dla mnie, decyduje hierarchia celów, bo zazwyczaj nie udaje się wyznaczyć granic "przy okazji". Jeżeli moim celem jest wyjście z domu o określonej porze, a wiem, że dziecko potrafi przez godzinę histeryzować i upierać się przy swoim, to wolę ustąpić w niezbyt istotnej sprawie (zdarzało się, że wychodziliśmy w lecie w zimowych butach, w bluzce od piżamy pod kurtkę, bez umytych zębów itd.).
    Cytat Zamieszczone przez just Zobacz posta
    Jest tak, jak w danym momencie możemy, jakaś wypadkowa naszych możliwości i chęci. Nieraz robię wszystko, żeby uniknąć histerii, a nieraz mnie ona nie rusza.
    Cytat Zamieszczone przez agum Zobacz posta
    Mist ale jak dla mnie to nie jest nigdy czarno-białe. Tam gdzie nie chcę,nie mam możliwości odpuścić staram się odroczyć,odwrócić uwagę,wybrać mniejsze zło.
    Cytat Zamieszczone przez zawsze_zielona Zobacz posta
    U nas dzialalo to to samo, o czym pisza dziewczyny, a wiec odraczanie nielubianej czynnosci, dawanie malych wyborow ("chcesz zalozyc spodnie czy spodnice?"), dawanie wolnej reki tam, gdzie sama sobie poradzi (samodzielne nakladanie ziemniakow, czy wlewanie mleka do kubka), odpuszczanie jesli naprawde mi nie zalezy, ustepowanie jesli moge ustapic. Celina czasem chce, abym ja cos zrobila i tata absolutnie nie moze. Jesli moge, to to robie, jesli nie moge a ona koniecznie chce, to musi poczekac.
    Ja też się gubię. Nie chcę, żeby to brzmiało zaczepnie czy wyzywająco, jakbym krytykowała którąś wypowiedź, bo w początkowej części wątku padło dużo rad, które dały mi do myślenia i czuję, że to niedostateczne stawianie granic może nas dotyczyć. Z drugiej jednak strony mam ochotę bronić się, że przecież ja tylko dążyłam do tego, o czym jest dużo wypowiedzi powyżej: żeby być stanowczą tam gdzie mi zależy, odpuszczać tam gdzie mi nie zależy, żeby dawać dziecku podejmować małe decyzje i tak dalej. Mogę podpisać się pod wypowiedzią zawsze_zielonej - u nas właśnie tak to wygląda. I przez długi czas działało bez zarzutu, a ja zachwycałam się tym, jaką jesteśmy harmonijną rodziną, tacy pełni wzajemnego szacunku i w ogóle. A teraz - jedno z dwojga: albo przestało działać i Adaś na tym etapie swojego życia potrzebuje jednak czegoś innego, albo ten kryzys nastąpiłby tak czy inaczej, więc zbyt pochopny byłby wniosek, że nasze podejście przestało działać.

    W niektórych fragmentach wypowiedzi się odnajduję, a niektóre wydają mi się w tej chwili zupełnie nieadekwatne. U nas to jest teraz jakaś zupełnie inna bajka, jakby te krzyki Adasia były dla niego celem samym w sobie. Jak mu na przykład proponuję coś do jedzenia i podaję widelec, to on potrafi z punktu ryknąć płaczem (zamiast powiedzieć spokojnie), że chciał łyżeczkę. Oszołomiona wrzaskiem mówię, że dobra, nie ma problemu, mogę podać łyżeczkę, ale Adaś nie przestaje krzyczeć, łyżeczka już go nie interesuje. Więc często jest tak, że nie ma znaczenia, czy ustąpię, czy nie, krzyk i tak nastąpi. Mam wrażenie, że pytanie: "Jak uniknąć histerii?" nas w tej chwili zupełnie nie dotyczy, bo to po prostu niezależne od nas.

    Tintirinka, z jednej strony jak czytam Twoją wypowiedź o zbyt dużym poczuciu sprawczości u dziecka, to coś mi dzwoni z tyłu głowy, że to ma z nami coś wspólnego. Z drugiej strony nie umiem sobie tego skonkretyzować i odnieść do sytuacji z życia wziętych. Czy możesz rozwinąć, może podać jakieś przykłady? Czy możesz zerknąć na wypowiedź zawsze_zielonej i jakoś skomentować? Czy to dawanie małych wyborów i dawanie wolnej ręki tam gdzie to możliwe to już może być zbyt dużo wolności dla niektórych dzieci, Twoim zdaniem?

    Cytat Zamieszczone przez A.J. Zobacz posta
    Bardzo polecam darmowy ebook "Mały buntownik", niewielki plik PDF, który uspokaja, daje wskazówki i wiele w temacie wyjaśnia
    Dziękuję bardzo, ściągnęłam sobie i będę czytać. Spis treści wygląda obiecująco.
    Noszę Adama (maj 2012) i Marka (czerwiec 2014)

  4. #24
    Zaciekawiona Awatar hedli
    Dołączył
    Nov 2014
    Lokalizacja
    Warszawa
    Postów
    137
    Cytat Zamieszczone przez blueann Zobacz posta
    U nas to jest teraz jakaś zupełnie inna bajka, jakby te krzyki Adasia były dla niego celem samym w sobie. Jak mu na przykład proponuję coś do jedzenia i podaję widelec, to on potrafi z punktu ryknąć płaczem (zamiast powiedzieć spokojnie), że chciał łyżeczkę. Oszołomiona wrzaskiem mówię, że dobra, nie ma problemu, mogę podać łyżeczkę, ale Adaś nie przestaje krzyczeć, łyżeczka już go nie interesuje. Więc często jest tak, że nie ma znaczenia, czy ustąpię, czy nie, krzyk i tak nastąpi. Mam wrażenie, że pytanie: "Jak uniknąć histerii?" nas w tej chwili zupełnie nie dotyczy, bo to po prostu niezależne od nas.
    Też przechodziliśmy przez taki okres, mniej więcej w tym samym wieku. Mnie osobiście bardzo pomogło powiedzenie sobie, że po prostu czasem są sytuacje, w których nic nie mogę zrobić, bo dziecko w takim wieku ma jeszcze niedojrzałą psychikę (pomnożoną dodatkowo przez cechy osobnicze w naszym przypadku), więc po prostu trzeba to przetrzymać. U nas, na przykład, takie niewytłumaczalne ataki histerii były oznaką początku choroby: cały dzień krzyków z byle powodu - następnego dnia gorączka i katar. W takich przypadkach wewnętrzne zdjęcie z siebie odpowiedzialności bardzo pomagało oszczędzić energię i zachować spokój - przecież nie martwię się, że nie jestem w stanie zatrzymać deszczu, tylko staram się jak najmniej zmoknąć.

  5. #25
    Pasjonatka Awatar slonetshko
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    UK
    Postów
    1 458
    Czytam wszystkie wypowiedzi i tak do końca nie wiem, co powinnam napisać.
    Mnie uderzyła trochę ta utrudniona komunikacja między Wami i problemy ze zrozumieniem Waszego syna. Bo na pewno frustruje go to, że jest czasem nierozumiany jak już się odezwie. To może też nasilać problem. Piszesz, że on nie odpowiada na Twoje pytania... Od zawsze tak było?

    Napiszę Ci może z mojego doświadczenia. Mieliśmy b. podobny problem z synem. Wiem co to znaczy awantura za awanturą. I wiem jaki wtedy człowiek jest bezsilny. Nasz syn funkcjonował identycznie na tym etapie co Wasz. Pamiętam, nawet jednego roku wróciliśmy wczesniej z wakacji bo po prostu nie dało się wytrzymać.
    Dość długo to trwało, awantura była o wszystko, dosłownie. To był koszmar.
    Po namowie pani w przedszkolu i w naszej totalnej bezsilności, zaczęliśmy diagnozować syna pod kątem autyzmu. Lekarze nic nie znaleźli, orzekli że histerie i awantury biorą się z niemożności poradzenia sobie dziecka z emocjami. Diagnoza była długa, ale orzeczono, że nasz syn nie ma cech autystycznych.
    Teraz ma 4,5 roku, chodzi do szkoły. Awantury minęły. Czasem jeszcze zdarza się mu mocno się wściec (ale komu się nie zdarza ) i powrzeszczeć. Tak naprawde u nas im lepiej syn się z nami komunikował i był w stanie werbalnie wyrazić swoje potrzeby, tym mniej było awantur. Do tego im bardziej my byliśmy konsekwentni i dość mocno stawialiśmy granice jego wolności, a on miał ograniczone pole manewru (chcesz słomkę czerwoną czy zielona? zamiast - jakiego koloru chcesz słomkę?) tym było lepiej.
    Do tego dochodził też silny charakter i chęć "wszystko musi być po mojemu", ale powoli ogarnęliśmy temat.

    Nie wiem co Wam poradzić. Jeśli czujecie, że przerasta Was już to i potrzebujecie wsparcia, ja bym skonsultowała sie z jakimś poleconym psychologiem.
    Trzymam kciuki, bo wiem przez co przechodzisz...

  6. #26
    Zamotana na amen Awatar ita
    Dołączył
    Jun 2014
    Postów
    4 626
    blueann: moje wrażenie z opisu histerii... za dużo pytań moim zdaniem. Chce otworzyć drzwi, nie udaje mu się w 3 sekundy to nie czekasz, nie dyskutujesz, wchodzisz do mieszkania, bo wiesz, że za minute też mu się uda, za dwie wkurzy się Marek, za trzy cała klatka schodowa będzie was słyszeć (a powiedzmy, że tego nie chcesz). Myślę, że tu może być problem. On sam do końca nie wie, czego chce, a dodatkowo zadajesz mu jeszcze dużo, dużo pytań i konieczność odpowiedzenia jeszcze utrudnia. Wydaje mi się, że jednak jest sporo sytuacji w których to rodzic musi zdecydować i w całej swojej rodzicielskiej miłości robi to z myślą o dobru dziecka.
    Tak samo: nie pytać "czy chcesz się ubrać sam?" tylko "którą bluzę wybierasz?".

    Cytat Zamieszczone przez mist Zobacz posta
    Zawsze się gubię przy takich wątkach. Z jednej strony piszecie, że mycie zębów czy zmieniane pieluchy to łamanie dziecka, jeśli tylko ono sobie akurat nie życzy takich zabiegów, lepiej ustąpić i unikać ataku histerii, niech sobie idzie do przedszkola w piżamie i koronie, itp., itd.. Z drugiej, tak jak tutaj, czytam że granice są konieczne, nie można zawsze ustępować, dziecko nie powinno o wszystkim decydować. To jak to jest?
    Myślę, że te rzeczy piszą jednak różne osoby
    inaczej: franada

    mąż 06.09 córka 01.13

  7. #27
    Wpadła po uszy
    Dołączył
    Jun 2014
    Postów
    2 796
    Nie wiem czy pocieszę, ale Kasia jest rok starsza, a ostatnio jeet znów gorzej... Nie wiem czy nie najgorzej ever (choć jakby powoli mija...). 2,5 roku to też był cięźki czas, zwłaszcza źe zniegło się to z pojawieniem się Kalinki, ale tak źle jak ostatnio nie było... Są takie dni, kiedy jesteśmyw stanie permenentnej awantury. Zaczyna się jeszcze w łóżku, czasem nawet przed obudzeniem, s kończy wraz z zaśnięciem, po drodze tylko krótkie przerwy... Gdyby nie przedszkole, niechybnie by mnie odwieźli, nie wiem tylko czy do psychiatryka czy do pudła :/

    Kasia jest bardzo emocjonalna od zawsze, a ostatnio te emocje w niej wręcz buzują... Do tego wszystko ma być JAKOŚ, w jakiś jedyny dobry, okreslony sposób - tylko oczywiście za kaźdym razem inny, za kaźdym razem taki jak panna by chciała, i za każdym razem najlepiej byłoby czytać jej w myslach... No cóż, czasem próbujemy, ale nie zawsze się da. W takie złe dni współzycie z Kasią jest jak chodzenie po polunminowym - cały czas, w maksymalnym napięciu, starasz się nie dopuściç do wybuchu... Bo potem to już poooszło, i pozamiatane, histeria w pełni :/

    Czasem udaje sie sytuację rozbroić (rodzicielstwo przez zabawę dziala, tylko nie zawsze jesteśmy w stanie coś w temacie z siebie wykrzesać), czasem uspokoić, a czasem tylko przeczekać. Jest nie tylko rozlacz, ale i złość, dużo negatywnych emocji. Krzyczenie, wrzask, mówienie że mnie nie lubi, nie chce, czasem bicie, kopanie. Przytulanie zwykle raczej odpada, choć zawsze proponuję, to dopiero potem. Czasem duuuźo później. To że Młoda jest od daaawna bardzo komunikatywna nijak nie pomaga, bo to się dzieje na innym poziomie jakby.

    Zwykle staram sie być AP, ale nie zawsze potrafię. Nie raz i nie dwa wyniosłam wrzaskuna od stołu do jej pokoju i siedziałam tam z nia, albo zostawiałam ją tam bo wrzeszczała że mam sobie iść Czasem działa zmiana rodzica - tylko co robić jak oboje jesteśmy już na krawędzi? ;-)

    Coś miałam napisać konkretnego, ale gdzieś mi uciekło, chyba za bardzo zmęczona na ten wątek jestem...
    Livadowe DziewczynKi - marcowa Kasia (2011), październikowa Kalinka (2013) i kwietniowa Kaja (2016)

  8. #28
    Zamotana na amen
    Dołączył
    Jun 2014
    Postów
    3 809
    Cytat Zamieszczone przez tintirinka Zobacz posta
    Ja to nie umiem pisać o takich rzeczach, ale spróbuję. Mi się wydaje że dziecko potrzebuje stabilnego rodzica, oparcia w nim i wyznaczenia granic. Jeśli ma bardzo duże poczucie sprawczosci może czuć się zagrożone i stąd takie ataki histerii.
    Jeśli się pytasz czy Ty możesz go ubrać, czy on coś chce albo czegoś nie chce a on mówi i Ty to robisz, to dziecko czuje ze ma sprawczosc. A jednocześnie bierze na siebie ogromną odpowiedzialność. Za duża. To my jako rodzice musimy wziąć odpowiedzialność i pozwolić dzieciom tam gdzie mogą w bezpiecznym otoczeniu eksplorowac. Jeśli robimy często to co chce dziecko, może ono czuć się zagrożone. Jestem taki mały, a mogę wszystko. A tak naprawdę nie może i nie umie i to jest mega frustrujace dla dziecka.
    Nie umiem pisać o tym o czym myślę. Może któraś z dziewczyn coś w tym moim chaosie zrozumie i przetlumaczy.
    My w każdym razie wyznaczylismy mocniejsze granice, wzielismy więcej w swoje ręce, tym samym zrzucilismy z młodości odpowiedzialność. Na początku było mega ciężko i jemu i nam. Teraz jest dużo spokojniej i choć histerie się zdarzają to dużo dużo dużo rzadziej.

    To jest BARDZO wazny punkt w dyskusji. Serio. Widze to, kiedy zastosuje, czesto nawet nie zastanawiajac sie, z rozpedu i w srodku oczekuje, ze znow bedzie bunt i poruta, a tu niespodzianka, moje niesforne dzieci zgadzaja sie potulnie jak baranki
    Daniel Ikenna 30.05.2010, Obinna Samuel 18.11.2011, Celestin Ejike 01.08.2014

  9. #29
    Zaangażowana
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    Szczecin
    Postów
    427
    Zapisuje sobie wątek bo u nas zaczyna się to o czym piszecie.

    U nas najbardziej mierzi mnie nasze narzędzie do przyspieszania albo uciszania Moni - czytaj telefon i bajki!
    Jestem wściekła na siebie że to robię ale to ZAWSZE działa. Przerywa histerie i pozwala żeby zrobić z nią wszystko na co mamy ochote

  10. #30
    Zaangażowana
    Sponsor Chustozlotu 2015
    Awatar tintirinka
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    Wiocha Pod Warszawą
    Postów
    1 258
    Napiszę króciutko bo nie mam czasu.
    Mi się wydawało ze stawiamy granice tam gdzie trzeba, a tam gdzie można odpuszczamy i pożądamy za synem.
    Jednak wydawało mi się że młody jest emocjonalnym dzieckiem, że jest bardziej wymagający. Wszystko to się uwydatnialo w domu moich rodziców (doświadczonych psychoterapeutow) mama mi coś tam próbowała mówić, że muszę mu pozwolić przeżywać frustrację, że jestem z nim cały czas, że on nie ma szans nauczyć się przeżywać trudne emocje itd.. ja nic z tego nie rozumiałam i nie chciałam słyszeć.
    Potem było jakieś apogeum, że my tam do rodziców nie chcieliśmy chodzić, bo na każde nie, albo coś co nie poszło tak jak on chciał, była mega histeria. A u drugich rodziców super. U drugich reakcja podobna do naszej. Czyli podążanie za dzieckiem, dziecko często w centrum uwagi, czasem odwracanie uwagi, zagadywanie itp. Też dochodziło do histerii ale dużo dużo rzadziej, babcia można powiedzieć nauczyła się obsługi młodego.
    I to wszystko było tak bardzo widoczne, bo tesciowie miejszkak na dole, a moi rodzicee na górze w jednym domu. I miałam przykłady dwóch odmiennych reakcji. Na początku myślalam że ci moi rodzice są masakra, beznadziejni i nie potrafią zrozumieć mojego dziecka.
    Jednak zjedliśmy kiedyś, bez mojej mamy, i pohadalismy od serca. I zrozumiałam o co chodzi.
    Przeczytałam jeszcze raz nie z miłości juula i znalazłam w tej książce całkiem co innego niż czytałam po raz pierwszy. Tam jest o stawianiu granic, tam jest o stabilności rodzica, tam jest wszystko. Ja widziałam to co chciałam.
    Resztę napiszę później bo już muszę wstawać a jesteśmy w gościach

  11. #31
    Moderator Awatar pszczoła
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    Toruń
    Postów
    1 187
    Cytat Zamieszczone przez tintirinka Zobacz posta
    Przeczytałam jeszcze raz nie z miłości juula i znalazłam w tej książce całkiem co innego niż czytałam po raz pierwszy. Tam jest o stawianiu granic, tam jest o stabilności rodzica, tam jest wszystko. Ja widziałam to co chciałam.
    u Juula nie ma nic o tym, by stawiać granice, wręcz przeciwnie - jest o tym, że nie trzeba ich stawiać. Mówi o tym, by granice pokazywać, rozróżnia te dwa pojęcia i to jest dla mnie sedno, bo pociąga za sobą mnóstwo głebszych zmian.

    To, o czym piszesz, jest mega ważne. Już kiedyś pisałam, że mam wrażenie, że często się zapędzamy w byciu ap. Że pomijamy granice swoje i swojej rodziny, skupiając się tylko na jednej osobie, na jednym dziecku.

  12. #32
    Zaangażowana
    Sponsor Chustozlotu 2015
    Awatar Jagna
    Dołączył
    Jul 2014
    Lokalizacja
    Kraków
    Postów
    1 075
    U Juula jest o granicach, ale nie stawianiu ich dziecku tylko zastanowieniu sie, gdzie sa nasze dorosle granice i pokazanie ich bardzo wyraznie dziecku...
    wiec mysle, ze po trochu obie macie racje

    im moje dziecko jest starsze i im wiecej mam stycznosci z dziecmi w przedszkolu tym bardziej mam przekonanie, ze swiadomosc granic, jest bardzo wazna dla dziecka i bez tego ciezko mu funkcjonowac...szczegolnie "high need baby" z mocnym charakterem jak moj syn...
    tak samo zgadzam sie, ze dziecku powinno sie dac tyle odpowiedzialnosci ile na danym etapie jest w stanie udzwignac...
    zeby cos stworzyc, dziecko musi sie na czyms oprzec...w chaosie i przy niestabilnym w tej kwestii opiekunie, ciezko mu bedzie czuc sie bezpiecznie i pewnie

    bardzo czesto uswiadamiam sobie, ze wiele "zakazow" wynika z sily ochronnej i nadal jest NVC
    tak samo przy kilku podmiotach nie da sie czasem znalezc strategii na zaspokojenie wszystkich potrzeb...czasem musi wystarczyc wysluchanie i wziecie pod uwage.

    tez tak jak ktos pisal, te "negocjacje" z Adasiem - przyklad z otwieraniem drzwi sa za dlugie i moga powodowac raczej jego zagubienie

    bardzo bliska jest mi koncepcja wolnosci i dyscypliny Montessori...to sa dwie strony jednego medalu:
    dyscyplina to ramy zasad w ktorych sie poruszamy, a wewnatrz tych ram panuje wolnosc...

    chaotycznie strasznie wyszlo...mam nadzieje, ze choc troche zrozumiale sie wyrazilam

    edit: i uwazalabym z "Malym tyranem" swietna ksiazka, ale jednak z tego co pamietam opisujaca przypadki zaburzen- wiec nie wszystko odnosilabym do zwyklych dzieci
    Ostatnio edytowane przez Jagna ; 28-12-2014 o 16:11
    Jestem dyrektorką przedszkola- rozbrajam miny, gaszę pożary, przemieniam świat
    Mój Franio Chuścioszek 08 maja 2010 i Laura Marianna 12.04.2015

  13. #33
    Zaangażowana Awatar zawsze_zielona
    Dołączył
    Dec 2014
    Lokalizacja
    Dania, okolice Kopenhagi
    Postów
    692
    Cytat Zamieszczone przez hedli Zobacz posta
    Też przechodziliśmy przez taki okres, mniej więcej w tym samym wieku. Mnie osobiście bardzo pomogło powiedzenie sobie, że po prostu czasem są sytuacje, w których nic nie mogę zrobić, bo dziecko w takim wieku ma jeszcze niedojrzałą psychikę (...)
    Moge sie tylko pod tym podpisac. Pamietam, jak kiedys (Celina miala moze niecale 2 lata) wsciekla sie, ze akurat "teraz" musielismy wracac do domu. Po wejsciu do mieszakania zrobilo sie doslowne pieko, Celina darla sie w nieboglosy, nie chciala zdjac kurtki. My w tym czasie zaczelismy sie rozbierac, a on zaczela wrzeszczec bez opamietania. Probowalam sie dowiedziec o co chodzi, ona nie bardzo umiala wyartykulowac, pokazywala na nasze kurtki i wrzeszczala zeby je zalozyc. No i zalozylismy te kurtki (ja i maz) w koncu i wyobrazcie sobie, ze po tym przestala sie drzec, rzucac na drzwi, siadla na kanapie razem z nami (wszyscy w kurtkach) i dala sie przytulic. Do tej pory nie wiem, o co wtedy tak naprawde chodzilo.

    Cytat Zamieszczone przez pszczoła Zobacz posta
    u Juula nie ma nic o tym, by stawiać granice, wręcz przeciwnie - jest o tym, że nie trzeba ich stawiać. Mówi o tym, by granice pokazywać, rozróżnia te dwa pojęcia i to jest dla mnie sedno, bo pociąga za sobą mnóstwo głebszych zmian.
    Ja wlasnie za to kocham Juula. On przedstawia rodzica jako przewodnika, czasem moze nawet surowego, ale jednak jako przewodnika a nie wychowawce (ktory stosuje rozne metody, by uzyskac konkretny efekt).

    EDIT: Spojrzalam w Twoja sygnaturke, blueann, i tak sobie jeszcze mysle, jak mlodsze brat moze wplywac na zachowanie Adasia. Pol roku to mniej wiecj czas, kiedy starszaki sie orientuja, ze ten mlodszy to nie na chwile, ale na zawsze. Moze te wrzaski to jego sposob na radzenie sobie z emocjami, na zwrocenie na siebie uwagi itp.
    Ostatnio edytowane przez zawsze_zielona ; 28-12-2014 o 17:43
    Moje dziewczynki: Celine 16/05-2011 i Signe 22/06-2015

  14. #34
    Zamotana na amen
    Dołączył
    Jun 2014
    Postów
    5 580
    Padło dużo mądrych słów. Zgadzam sie tez Ita ze z banalnej sytuacji robi sie chaos.
    Jasne granice wytłumaczone bardzo pomogą. Jasne komunikaty. To co bardzo nam pomogło to większa swoboda dla syna. To był wiek w którym prEszedl na całkowicie samodzielne ubieranie. Maila zajęcie i był dumny. Potraktujecie go juz jak starsze dziecko, wyznaczacie zadania, proste obowiązki niech cUje sie dumny z tego co robi. Czas odpuścić i dać mu dorosnąć. taki kolejny etap

  15. #35
    Wpadła po uszy Awatar jul
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    Pruszków
    Postów
    2 469
    Cytat Zamieszczone przez mist Zobacz posta
    Zawsze się gubię przy takich wątkach. Z jednej strony piszecie, że mycie zębów czy zmieniane pieluchy to łamanie dziecka, jeśli tylko ono sobie akurat nie życzy takich zabiegów, lepiej ustąpić i unikać ataku histerii, niech sobie idzie do przedszkola w piżamie i koronie, itp., itd.. Z drugiej, tak jak tutaj, czytam że granice są konieczne, nie można zawsze ustępować, dziecko nie powinno o wszystkim decydować. To jak to jest?
    dałaś nieco skrajne przykłady, ale w jednym i drugim jest racja (no, niekoniecznie akurat zostawienie dziecku całkowitego decydowania o nie-zmianie pieluchy i o nie myciu zębów), w wolności i w granicach. Bo chcemy (ja w każdym razie ) nauczyć dziecko korzystać z wolności - a wolność, dla nas, dla dorosłych, przecież ma swoje granice, granice innych. Nie chcemy żeby dziecko tych granic nie dostrzegało i olewało przez całe życie, bo szczęśliwe raczej nie będzie - w samotnej wolności. A sama wolność też jest strasznie trudna - widzę choćby na przykładzie różnych historii ludzi z pokolenia moich rodziców, które w latach sześćdziesiętych-siedemdziesiątych odkrywało i walczyło o swoją wolność (nie chodzi mi o wolność polityczną, ale obyczajową) - niekoniecznie ich życie przez to ułożyło się szczęśliwie - po mojemu właśnie ze względu na to, że wychowani przez dość autorytarne pokolenie, brakowało im umiejętności korzystania z wolności, umiejętności stawiania swoich granic, odczytywania granic innych.

    Wracając do naszych dzieci - trudno jest nauczyć korzystania z wolności, ale właśnie dlatego dzieciom nie daje się jej w wymiarze totalnym, ale w jakimś ograniczonym zakresie (np nie stawiasz przed nim pięćdziesięciu ciastek karząc wybrać to jedno, raczej dajesz dwa do wyboru - chyba że wiesz, że jest na taki wybór gotowe).

    Dobrym sposobem ograniczenia tego zakresu (oprócz kwestii bezpieczeństwa i zdrowia) są nasze granice, granice innych członków naszej rodziny - IMHO łatwiej to idzie, jeśli dzieci jest więcej, bo po prostu nie jesteś w stanie nad każdym się pochylać przez nieskończoną ilość czasu, bo musisz pamiętać jeszcze o potrzebach pozostałych. Więc wbrew pozorom może lepiej dla Adasia, że ma młodszego brata. Jeśli idę na spacer z dwójką dzieci, jedno "się zawiesza" i nie możemy iść dalej, a wiem, że drugie zaraz się zniecierpliwi, albo po prostu, że nie zdążymy dojść tam, gdzie chcemy/musimy, to sorry Batory, tłumaczę "zawieszonemu" czemu i pakuję je do wózka (co to jest dwa i pół roku? to na prawdę nie jest dziecko za duże na wózek! a co dopiero w sytuacji młodszego rodzeństwa), żeby móc iść dalej. Jak miałam dwójkę z półtoraroczną różnicą to praktycznie zawsze szłam z wózkiem dla dwojga - czasem młodszy był w chuście, a starsza na biegówce (która w innym wypadku lądowała na budce wózka), ale ileś razy oboje jechali bardzo ułatwiając mi tym życie.

    Kilka razy dziewczyny pisały o frustracji, którą Adaś pokazuje tymi atakami histerii, a którą ustępowanie mu ma zmniejszyć - chcemy czy nie frustracja jest częścią dorastania i niestety nie da jej się uniknąć. Może i stety, bo w końcu przyjdą większe frustracje, z których przyczynami nie będziemy mogli nic zrobić, jeśli dziecko wcześniej pozna smak frustracji i nauczy się - pod naszą opieką - jakoś sobie z nimi radzić, to będzie mu łatwiej. Ostatnio mnie dopadła taka frustracja córki, z której przyczyną nic nie byłam w stanie zrobić. Moja córka została nagle odsunięta przez swoją najlepszą przyjaciółkę, taką od zawsze (wynik pewnych zmian w życiu przyjaciółki) - serce mi się krajało, jak kolejny raz opowiadała, że dziś w przedszkolu znowu dotychczas najlepsze koleżanki nie chciały się z nią bawić. A potem rosło, kiedy patrzyłam jak moja niespełna sześciolatka sobie z tym niesamowicie radzi i nie załamuje rąk w bezsilności (choć jakieś płacze i smutki były), ale kombinuje co zrobić, żeby jednak się z nią bawiły przynosząc książkę, która była tych dziewczynek interesująca itd itp.
    Ostatnio edytowane przez jul ; 28-12-2014 o 22:40
    Jasiek - córka najpierwsza (I 2009) - syn średni (VIII 2010) - syn mniejszy (II 2013)

  16. #36
    Zaangażowana
    Sponsor Chustozlotu 2015
    Awatar tintirinka
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    Wiocha Pod Warszawą
    Postów
    1 258
    Cytat Zamieszczone przez pszczoła Zobacz posta
    u Juula nie ma nic o tym, by stawiać granice, wręcz przeciwnie - jest o tym, że nie trzeba ich stawiać. Mówi o tym, by granice pokazywać, rozróżnia te dwa pojęcia i to jest dla mnie sedno, bo pociąga za sobą mnóstwo głebszych zmian.

    To, o czym piszesz, jest mega ważne. Już kiedyś pisałam, że mam wrażenie, że często się zapędzamy w byciu ap. Że pomijamy granice swoje i swojej rodziny, skupiając się tylko na jednej osobie, na jednym dziecku.
    No tak, dzieki za zwrócenie uwagi, bo to skrót myślowy był. Pilnuje swoich granic.
    Jeszcze raz sobie wroce do tego.
    Ten Juul jest naprawdę ważny i trudny w sensie, że można to odczytywać jak się chce... Oj marudze, wszystko można odczytywać jak się chce. W każdym razie jak czytałam pierwszy raz Juula to widziałam wolność i podążanie za dzieckiem. Później dopiero zobaczyłam inne bardzo, bardzo ważne rzeczy.

  17. #37
    Chwyciła bakcyla Awatar blueann
    Dołączył
    Jul 2014
    Lokalizacja
    Kraków
    Postów
    178
    Cytat Zamieszczone przez slonetshko Zobacz posta
    Mnie uderzyła trochę ta utrudniona komunikacja między Wami i problemy ze zrozumieniem Waszego syna. Bo na pewno frustruje go to, że jest czasem nierozumiany jak już się odezwie. To może też nasilać problem. Piszesz, że on nie odpowiada na Twoje pytania... Od zawsze tak było?
    (...)
    ograniczone pole manewru (chcesz słomkę czerwoną czy zielona? zamiast - jakiego koloru chcesz słomkę?)\
    (...)
    Nie wiem co Wam poradzić. Jeśli czujecie, że przerasta Was już to i potrzebujecie wsparcia, ja bym skonsultowała sie z jakimś poleconym psychologiem.
    Tak, z tym nieodpowiadaniem zawsze tak było. Adaś zdaje się myśleć, że ja mu czytam w myślach. Nie wymagam od niego, żeby odpowiadał pełnymi zdaniami, ale jak mu zadaję pytanie, na które można odpowiedzieć "tak" albo "nie", to mógłby chociaż pokręcić albo pokiwać głową... A tymczasem patrzy w przestrzeń z taką miną, jakby mówił "Domyśl się". Muszę przyznać, że stopniowo się to poprawia, ale powoooli. Oprócz tego mam wrażenie, że on nie rozumie sensu niektórych pytań. Wiem, że niektóre dzieci w jego wieku są w stanie prowadzić o wiele bardziej skomplikowane rozmowy; czy to możliwe, żeby on czasem nie potrafił zrozumieć prostego zdania? Jak pytamy "Chcesz słomkę czerwoną czy zieloną?", to odpowiedź czasem brzmi "tak". Unikam zadawania mu pytań otwartych, ale czasem jednak próbuję zapytać o coś w rodzaju "Czemu się zatrzymałeś?". Zamiast odpowiadać, Adaś w najlepszym razie powtarza pytanie i uśmiecha się, jakby uważał je za zabawne.

    Ja też czasem myślę o szukaniu psychologa, ale na razie możliwe, że wsparcie udzielone mi w tym wątku będzie wystarczające.

    Cytat Zamieszczone przez ita Zobacz posta
    blueann: moje wrażenie z opisu histerii... za dużo pytań moim zdaniem. Chce otworzyć drzwi, nie udaje mu się w 3 sekundy to nie czekasz
    Możliwe, że czekam za długo. Wezmę to pod uwagę następnym razem. Ja po prostu starałam się dać mu dużo czasu, bo zwykle widzę, że tego potrzebuje. Nie chcę stać nad nim i ciągle go popędzać, chociaż kiedy już stracę cierpliwość, zwykle na tym się kończy.

    Cytat Zamieszczone przez livada Zobacz posta
    Coś miałam napisać konkretnego, ale gdzieś mi uciekło, chyba za bardzo zmęczona na ten wątek jestem...
    Ten wątek pomaga mi między innymi dlatego, że dociera do mnie, że nie jestem jedyna z takim problemem. To pewnie powinno być dla mnie oczywiste, ale ja też jestem już taka zmęczona i od tak dawna w izolacji od ludzi (przez te ciągłe choroby), że mam wrażenie, że zawaliłam zupełnie i nigdy już nie będzie lepiej. Ale skoro inni przetrwali, to może ja też...

    Cytat Zamieszczone przez Jagna Zobacz posta
    edit: i uwazalabym z "Malym tyranem" swietna ksiazka, ale jednak z tego co pamietam opisujaca przypadki zaburzen- wiec nie wszystko odnosilabym do zwyklych dzieci
    Jeśli piszesz o PDF-ie, to jest to "Mały buntownik", zawierający mniej więcej to, o czym tu piszemy.

    Cytat Zamieszczone przez zawsze_zielona Zobacz posta
    EDIT: Spojrzalam w Twoja sygnaturke, blueann, i tak sobie jeszcze mysle, jak mlodsze brat moze wplywac na zachowanie Adasia. Pol roku to mniej wiecj czas, kiedy starszaki sie orientuja, ze ten mlodszy to nie na chwile, ale na zawsze. Moze te wrzaski to jego sposob na radzenie sobie z emocjami, na zwrocenie na siebie uwagi itp.
    Nie wiedziałam, że pół roku to taki czas. Wydawało mi się, że minęło już tyle czasu, że powinien się przyzwyczaić. Może nie doceniłam tych emocji.

    Cytat Zamieszczone przez Padthai Zobacz posta
    To co bardzo nam pomogło to większa swoboda dla syna. To był wiek w którym prEszedl na całkowicie samodzielne ubieranie. Maila zajęcie i był dumny. Potraktujecie go juz jak starsze dziecko, wyznaczacie zadania, proste obowiązki niech cUje sie dumny z tego co robi. Czas odpuścić i dać mu dorosnąć. taki kolejny etap
    Bardzo bym chciała, żeby Adaś chciał być bardziej samodzielny! Jak mogę go do tego zachęcić? On w wielu sytuacjach radzi sobie świetnie sam, na przykład umie (i sam nalega, żeby to robić) nalewać sobie napoje i nakładać jedzenie. Ale tym, na czym mi najbardziej zależy, czyli: ubieranie się, chodzenie na własnych nogach i nienoszenie pieluchy - zupełnie nie jest zainteresowany! Może to nie jest dobry moment właśnie przez Marka, bo Adaś przecież widzi, że go ubieramy, zmieniamy mu pieluchy i nosimy go. Mam wrażenie, że na razie po każdym kroku do przodu robimy dwa kroki do tyłu. Udało się skłonić Adasia do skorzystania z ubikacji parę razy, ale po tych paru razach odmówił dalszej współpracy. Zaczął robić postępy w samodzielnym ubieraniu się i rozbieraniu, ale potem zaczął coraz bardziej denerwować się, kiedy coś mu się nie udaje i w rezultacie to również zaczęło się kończyć histerią.

    Próbowałam kiedyś przeczytać "Twoje kompetentne dziecko", ale dla mnie Juul okazał się zupełnie niestrawny. Może dam mu jeszcze jedną szansę, bo podoba mi się to, co piszecie o "NIE z miłości".
    Noszę Adama (maj 2012) i Marka (czerwiec 2014)

  18. #38
    Moderator Awatar pszczoła
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    Toruń
    Postów
    1 187
    Cytat Zamieszczone przez blueann Zobacz posta
    Tak, z tym nieodpowiadaniem zawsze tak było. Adaś zdaje się myśleć, że ja mu czytam w myślach. Nie wymagam od niego, żeby odpowiadał pełnymi zdaniami, ale jak mu zadaję pytanie, na które można odpowiedzieć "tak" albo "nie", to mógłby chociaż pokręcić albo pokiwać głową... A tymczasem patrzy w przestrzeń z taką miną, jakby mówił "Domyśl się". Muszę przyznać, że stopniowo się to poprawia, ale powoooli. Oprócz tego mam wrażenie, że on nie rozumie sensu niektórych pytań. Wiem, że niektóre dzieci w jego wieku są w stanie prowadzić o wiele bardziej skomplikowane rozmowy; czy to możliwe, żeby on czasem nie potrafił zrozumieć prostego zdania? Jak pytamy "Chcesz słomkę czerwoną czy zieloną?", to odpowiedź czasem brzmi "tak". Unikam zadawania mu pytań otwartych, ale czasem jednak próbuję zapytać o coś w rodzaju "Czemu się zatrzymałeś?". Zamiast odpowiadać, Adaś w najlepszym razie powtarza pytanie i uśmiecha się, jakby uważał je za zabawne.

    tzn. obawiasz się, że nie rozmawia z Tobą tak, jak by już mógł/powinien?

    Nie wiem dokładnie, jakie pytania masz na myśli, ale faktycznie pytania typu "dlaczego coś zrobiłeś" bywają deprymujące dla dorosłych nieraz, co dopiero dla dzieci
    A już na pewno pytanie "dlaczego płaczesz". Może nie warto w te pytania iść, może lepiej zamiast pytać "czemu się zatrzymałeś" zaproponować ruszenie - wiem, że to bardziej skomplikowane, bo opisywałaś dość szczegółowo tę sytuację, ale chodzi mi o sam mechanizm.

  19. #39
    Chwyciła bakcyla Awatar blueann
    Dołączył
    Jul 2014
    Lokalizacja
    Kraków
    Postów
    178
    Cytat Zamieszczone przez pszczoła Zobacz posta
    tzn. obawiasz się, że nie rozmawia z Tobą tak, jak by już mógł/powinien?

    Nie wiem dokładnie, jakie pytania masz na myśli, ale faktycznie pytania typu "dlaczego coś zrobiłeś" bywają deprymujące dla dorosłych nieraz, co dopiero dla dzieci
    A już na pewno pytanie "dlaczego płaczesz". Może nie warto w te pytania iść, może lepiej zamiast pytać "czemu się zatrzymałeś" zaproponować ruszenie - wiem, że to bardziej skomplikowane, bo opisywałaś dość szczegółowo tę sytuację, ale chodzi mi o sam mechanizm.
    Myślę, że nie rozmawia tak, jak większość dzieci w jego wieku jest w stanie rozmawiać; nie wiem, czy się tego obawiać, czy nie.

    Wiem, że pytania "Dlaczego?" są trudne i na pewno nie zadaję ich w problematycznym momencie, to znaczy wtedy, kiedy Adaś się zatrzymał i nie chce ruszyć. Wtedy co najwyżej pytam, czy jest zmęczony albo zdenerwowany. Próbowałam raz porozmawiać z nim o tym później, na spokojnie. Nie miałam wielkich nadziei na to, że Adaś odpowie na tak trudne pytanie, ale postanowiłam zobaczyć, co z tego wyjdzie. Nie wyszło nic. Chodzi mi też o pytania w kwestiach o wiele mniej skomplikowanych, ale wciąż pytania otwarte. Na przykład "Po co to wyjąłeś z szafki?". Kurczę, no, czy to jest trudne pytanie, kiedy dziecko jest spokojne, zrelaksowane i skupione, a ja nie mówię napastliwym tonem, tylko jestem po prostu ciekawa? Adaś powtarza po mnie wtedy: "Po co?". Mówię: "Tak, właśnie, chciałabym wiedzieć, co zamierzasz zrobić. Po co wyjąłeś to szafki?". Adaś na to znowu: "Po co?". Mówię: "Co będziesz robił?". Adaś powtarza: "Co będziesz robił?". Interesujące, że kiedy ma osobisty interes w dogadaniu się, potrafi być bardzo elokwentny. Na pytanie opiekunki w żłobku, co chciałby dostać od Mikołaja, Adaś opowiedział bez namysłu, że traktor. Zaskoczył nas, że w ogóle ogarnia temat, bo co prawda ma książeczki o Mikołaju, ale nie opowiadaliśmy mu nigdy, że do niego przyjdzie Mikołaj, raczej nie zamierzaliśmy wprowadzać tej postaci. Na nasze późniejsze dopytywanie się, jaki to ma być mianowicie traktor, odpowiedział, że duży, bo mały już ma. No. Krótko i na temat. Ale na pytanie zaczynające się od "dlaczego" albo "po co" nie odpowiedział jeszcze nigdy.
    Noszę Adama (maj 2012) i Marka (czerwiec 2014)

  20. #40
    Zamotana na amen
    Dołączył
    Jun 2014
    Postów
    5 580
    Blueann, wyluzuj. :* wiem, ze trudno, ale warto. Za bardzo sie stresujesz, ze jeszcze czegoś nie robi. Pieluchę zrzuci jak bedzie pora. Rzeczy do ubierania dajcie niskonw szufladach, żeby sam sięgał.nie od razu skorzysta? Nieszkodzi. Nie odpowiada na pytania po co, bo nie wie po co, poprostu otwiera, albo jest to tak dla niego oczywiste, ze dziwne, ze pytacie, albo nie ogarnia pytania. Zapytaj inaczej - coś ciekawego masz? Albo ńie pytaj pozwalaj eksplorować. Mam dzieci z taka różnica wieku i wiem, ze warto starszemu teraz wyluzować. Daj przede wszystkim luz sobie. Nie chce chodziic weź wózek. Zaobserwuj jaki masz wyraz twarzy jak do niego mówisz? Bedzie dobrze. zobaczysz. Przytulam.
    Ostatnio edytowane przez Padthai ; 29-12-2014 o 00:39

Strona 2 z 6 PierwszyPierwszy 123456 OstatniOstatni

Tagi dla tego wątku

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •