Strona 2 z 4 PierwszyPierwszy 1234 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 21 do 40 z 76

Wątek: Jak wychować silne dzieci: poczucie własnej wartości kontra samokontrola

  1. #21
    Zamotana na amen Awatar Hester
    Dołączył
    Jun 2014
    Postów
    3 598
    ita, ale to jak z terapią - sama jej sobie nie poprowadzisz, no nie jesteś w stanie, nawet jak jesteś najlepszym psychoterapeutą na swiecie. Nie jesteś tez w stanie pozbyć się siebie - to zupełnie niemożliwe psychologicznie. Można mieć mniejsza lub większą samoświadomość, dystans, umiejetność spojerzenia z wielu stron, no ale pewnych rzeczy jako ludzie nie przeskoczymy.

  2. #22
    Pasjonatka
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    Warszawa/Praga
    Postów
    1 928
    Od razu przychodzi mi do głowy sport albo jakaś dłuższa edukacja obok podstawowej - szkoła baletowa, muzyczna etc. To są takie aktywności, które wyrabiają siłę woli centymetr po centymetrze. Jeśli dziecko chce tego, czuje, zależy mu, mogą naprawdę wpłynąć na charakter. Ponieważ sama mam za sobą takie doświadczenie - piszę z autopsji. I tak, bardzo do mnie ta koncepcja przekonuje. Dużo bardziej niż stawianie na poczucie własnej wartości li tylko. Chociaż myślę, że jedno pociąga drugie.

  3. #23
    Delated
    Dołączył
    Jan 2015
    Postów
    32
    Cytat Zamieszczone przez mru Zobacz posta
    Od razu przychodzi mi do głowy sport albo jakaś dłuższa edukacja obok podstawowej - szkoła baletowa, muzyczna etc. To są takie aktywności, które wyrabiają siłę woli centymetr po centymetrze. Jeśli dziecko chce tego, czuje, zależy mu, mogą naprawdę wpłynąć na charakter. Ponieważ sama mam za sobą takie doświadczenie - piszę z autopsji. I tak, bardzo do mnie ta koncepcja przekonuje. Dużo bardziej niż stawianie na poczucie własnej wartości li tylko. Chociaż myślę, że jedno pociąga drugie.
    reput

  4. #24
    Zamotana na amen Awatar Mayka1981
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    Krapkowice
    Postów
    5 520
    A to nie chodzi o te kasety motywujące co to ich Amerykanie w drodze do pracy słuchali pt jestem silna, jestem spokojna, dam sobie radę?
    Bo od czegoś takiego chyba się odeszło faktycznie, widzę różnicę w budowaniu poczucia własnej wartości poprzez powtarzanie mantry "jestem super pracownikiem" a Np uświadamianiu sobie "znam trzy języki, mam stałych klientów, rośnie mi sprzedaż więc jestem super pracownikiem" - i tak też staram się podchodzić do dzieci. Nie wykrzykuję o cudowności i talencie nad każdym obrazkiem ale widzę wysiłek i mocne strony, zachęcam do wysiłku a jak zrobią coś, co mi się zajebiście podoba to nie omieszkam tego okazać.

    Model azjatycki chyba się skupia na osiągnięciu czegoś a nie na tym jak to coś jest osiągane, chyba nie jesteśmy kulturą totalnego wyścigu szczurów bo i nie ma nas wcale tak wiele żeby trzeba było się ćwiczyć od maleńkości żeby cokolwiek osiągnąć i tam, gdzie tylko żmudną robotą coś się osiąga Azja bije wszystkich na głowę - typu powiedzmy gimnastyka akrobatyczna. Ale tam wszyscy zap...ją a sukces osiąga jedna osoba, dla reszty zostają niziny i egzystencja - u nas średniacy też mogą odnosić sukcesy.

    Jako dziecko zmuszano mnie do jednej rzeczy - do grania na pianinie.
    Od dnia ukończenia nauki w ognisku muzycznym tego pianina nie tknęłam - bo cała reszta świata stała dla mnie otworem i mogłam sobie na to pozwolić i nie skończyć jako życiowy nieudacznik czy pracownica na taśmie. Wybierając model wychowawczy warto też popatrzeć na rzeczywistość w jakiej dziecku przyjdzie zyc. Dlatego ja nie mam ciśnienia na tłuczenie i wymagania a także nie uważam ze pianie zachwytów na cos się przyda.

    A skoro dobra ocena już jest nagrodą za wysiłek czy naukę - po co nagradzać fakt zdobycia nagrody?
    Sportowiec walczy żeby być najlepszym, medal to tylko dowód, że takim jest...
    A. 27.01.2009 B. 22.09.2010 M. 14.07.2015
    Akredytowana Doradczyni po kursie Akademii Noszenia Dzieci chustomama.pl

  5. #25
    Pasjonatka
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    Warszawa/Praga
    Postów
    1 928
    No, a właśnie mnie nie zmuszano. Sama motywacja, że są zawody, że dobrze by było nie odpaść w pierwszej rundzie, że trzeba się szkolić, bo są takie bardzo wymierne efekty, nie jakaś tam piątka w dzienniku - banał! - to było coś. I ja z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że mnie to zmieniło, że jest mi dziś, dzięki cechom, które wtedy w sobie wyrobiłam, łatwiej w życiu. Ale to nie jest dla każdego, zdaję sobie sprawę. Nie można kogoś zmusić. Z natury jestem uparta i po prostu odnajduję się jako czinownik co czichnu.

  6. #26
    Zaangażowana
    Dołączył
    May 2015
    Postów
    558
    Ciekawe co piszesz Hester. Dla mnie nie ma jakiegos jednego nurtu AP czy nieAP. O przepraszam. Staram sie budowac wszystko na wartosciach chrzescijanskich. Taka czy inna koncepcja moze byc fajna tak teoretycznie do podyskutowania tylko dumam nad praktyka. Bo kazde dziecko inne. Jednemu trzebq motywacji i pochwal, bo szybko sie zniecheca (jak ja), drugie jest uparte jak osiol i powoli zmierza do celu (jak maz). Chcialam rzec ze naklada sie tak wiele zmiennych jak: charakter, srodowisko, rodzice, szkola, wplywy ze mam wrazenie ze coraz trudniej tym sterowac. No i nie mam zadnej pewnosci, ze jakas sytuacja (naturalna konsekwencja) czegos moje dziecko nauczy. Nauczy albo nie. Za pierwszym albo za setnym razem albo wcale. Wielu rzeczy ucze sie dopiero teraz.
    Mysle ze chcielibysmy czasem jakiegos hasla-wytrychu do wychowania. Dla mnie osobiscie nie do ogarniecia. Skupiam sie na pracy nad soba sama bo na innych wplyw mam znikomy i nad relacja z M, bo wierze ze w jednosci sila. Taka prosta jestem kobieta

  7. #27
    Zamotana na amen Awatar Hester
    Dołączył
    Jun 2014
    Postów
    3 598
    Cytat Zamieszczone przez mru Zobacz posta
    Od razu przychodzi mi do głowy sport albo jakaś dłuższa edukacja obok podstawowej - szkoła baletowa, muzyczna etc. To są takie aktywności, które wyrabiają siłę woli centymetr po centymetrze. Jeśli dziecko chce tego, czuje, zależy mu, mogą naprawdę wpłynąć na charakter. Ponieważ sama mam za sobą takie doświadczenie - piszę z autopsji. I tak, bardzo do mnie ta koncepcja przekonuje. Dużo bardziej niż stawianie na poczucie własnej wartości li tylko. Chociaż myślę, że jedno pociąga drugie.
    Tak, to jest dobry trening siły woli. Tylko właśnie - to co opisujesz to jest całkowite zostawienie tego dziecku. A co jak po pierwszych zawodach się zniechęci, bo nie było podium? A co jak się nie chce iść na trening, bo był męczący dzień w szkole? Zostawić wybór dziecku, niech sobie samo tę siłę woli buduje, czy jednak oczekiwać, nakłaniac itd., czyli być motywacją zewnętrzną wówczas?

    Cytat Zamieszczone przez Mayka1981 Zobacz posta
    A to nie chodzi o te kasety motywujące co to ich Amerykanie w drodze do pracy słuchali pt jestem silna, jestem spokojna, dam sobie radę?
    Bo od czegoś takiego chyba się odeszło faktycznie, widzę różnicę w budowaniu poczucia własnej wartości poprzez powtarzanie mantry "jestem super pracownikiem" a Np uświadamianiu sobie "znam trzy języki, mam stałych klientów, rośnie mi sprzedaż więc jestem super pracownikiem" - i tak też staram się podchodzić do dzieci. Nie wykrzykuję o cudowności i talencie nad każdym obrazkiem ale widzę wysiłek i mocne strony, zachęcam do wysiłku a jak zrobią coś, co mi się zajebiście podoba to nie omieszkam tego okazać.

    Model azjatycki chyba się skupia na osiągnięciu czegoś a nie na tym jak to coś jest osiągane, chyba nie jesteśmy kulturą totalnego wyścigu szczurów bo i nie ma nas wcale tak wiele żeby trzeba było się ćwiczyć od maleńkości żeby cokolwiek osiągnąć i tam, gdzie tylko żmudną robotą coś się osiąga Azja bije wszystkich na głowę - typu powiedzmy gimnastyka akrobatyczna. Ale tam wszyscy zap...ją a sukces osiąga jedna osoba, dla reszty zostają niziny i egzystencja - u nas średniacy też mogą odnosić sukcesy.

    Jako dziecko zmuszano mnie do jednej rzeczy - do grania na pianinie.
    Od dnia ukończenia nauki w ognisku muzycznym tego pianina nie tknęłam - bo cała reszta świata stała dla mnie otworem i mogłam sobie na to pozwolić i nie skończyć jako życiowy nieudacznik czy pracownica na taśmie. Wybierając model wychowawczy warto też popatrzeć na rzeczywistość w jakiej dziecku przyjdzie zyc. Dlatego ja nie mam ciśnienia na tłuczenie i wymagania a także nie uważam ze pianie zachwytów na cos się przyda.

    A skoro dobra ocena już jest nagrodą za wysiłek czy naukę - po co nagradzać fakt zdobycia nagrody?
    Sportowiec walczy żeby być najlepszym, medal to tylko dowód, że takim jest...
    Nie, nie o kasety O nacisk na budowanie poczucia własnej wartości - np. o to, by robić zawody sportowe, w których wszyscy wygrywaja, czyli by olewać wynik a skupiać się na tym, że będzie nagroda bo przecież ktoś spróbował. To są w ogóle konkretne zalecenia w USA z lat 70-80', które zgodnie z badaniami w tej książce nie przyniosły żadnego efektu, a czasem wręcz pogorszyły sytuację. Tam są konkretne rzeczy opisane, ale siłą rzeczy nie wrzucę tu wszystkich.

    Cytat Zamieszczone przez rafandynka Zobacz posta
    Ciekawe co piszesz Hester. Dla mnie nie ma jakiegos jednego nurtu AP czy nieAP. O przepraszam. Staram sie budowac wszystko na wartosciach chrzescijanskich. Taka czy inna koncepcja moze byc fajna tak teoretycznie do podyskutowania tylko dumam nad praktyka. Bo kazde dziecko inne. Jednemu trzebq motywacji i pochwal, bo szybko sie zniecheca (jak ja), drugie jest uparte jak osiol i powoli zmierza do celu (jak maz). Chcialam rzec ze naklada sie tak wiele zmiennych jak: charakter, srodowisko, rodzice, szkola, wplywy ze mam wrazenie ze coraz trudniej tym sterowac. No i nie mam zadnej pewnosci, ze jakas sytuacja (naturalna konsekwencja) czegos moje dziecko nauczy. Nauczy albo nie. Za pierwszym albo za setnym razem albo wcale. Wielu rzeczy ucze sie dopiero teraz.
    Mysle ze chcielibysmy czasem jakiegos hasla-wytrychu do wychowania. Dla mnie osobiscie nie do ogarniecia. Skupiam sie na pracy nad soba sama bo na innych wplyw mam znikomy i nad relacja z M, bo wierze ze w jednosci sila. Taka prosta jestem kobieta
    Ok, nie wiem jak wy podejmujecie decyzje i tworzycie sobie schemat, zasady, normy, klimat, relacje itd. Ja tworzę tak, że wychodzę od ogółu i zmierzam do szczegółu. Musze mieć koncept, cel, coś długoterminowego albo metafizycznego. Potem to rozkładam na mniejsze części - hierarchizuję je, układam chronologicznie, no w jakiś sposób szukam logicznego uzasadnienia dla ważności, kolejności. Potem - jeszcze rozdrabniam, dzielę na lata, albo dni, albo godziny. Czyli - najpierw przekonuję się, że siła woli jako taka jest dużą wartością w wychowywaniu dziecka. Dalej - jeśli chcę mieć dziecko z rozbudowaną siłą woli, robię założenie, że powinno w swoim dzieciństwie robić coś, co pomoze mu tę cechę wzmocnić. Dalej - decyduję, że mógłby na przykład uprawiać jeden sport, bo typ mam sportowy, ruchowy, fizyczny - sport dowolnie wybrany, ale musi to robić konsekwentnie, a decyzja o ewentualnym przerwaniu nie będzie podjęta pod wpływem chwili (bo nie chce mi się dziś iść na trening), tylko będzie też pewną procedurą (np. dziecko ma wątpliwości, rozmawiamy, przedstawiamy sobie argumenty, dajemy sobie jakiś okreslony czas na przemyślenie, rozważenie za i przeciw, potem kolejna rozmowa, i wówczas decyzja). Z tego mi gładko i dośc naturalnie wynikają kolejne, drobne rzeczy. Ja wiem, że nie każdy tak musi, ale ja jestem umysł ścisły, tak działam i mi to pomaga, i jak najbardziej przekłada się na realia i codzienność

  8. #28
    Zamotana na amen Awatar ita
    Dołączył
    Jun 2014
    Postów
    4 626
    Uważam dokładnie jak rafandynka i to też próbowałam napisać wcześniej.

    Generalnie uważam, że zostawić możliwość decydowania (ws nauki czy sportu) tylko dziecku. Aczkolwiek po prostu wsłuchać się w nie, porozmawiać i zobaczyć czy potrzebuje teraz mobilizacji czy odpuszczenia. Przecież to nie są kwestie uniwersalne, nie ma jednej zasady.

    Ja np. bardzo chciałam po liceum zrobić sobie rok przerwy. I bardzo żałuję, że moja mam straszliwie to skrytykowała, na tyle, że mi się pomysł odwidział. Myślę, że to mogło by być sporo lepsze doświadczenie niż sumienne uzupełnianie edukacji o kolejny stopień.
    Natomiast wtedy kiedy potrzebowałam tej motywacji mi brakło, a właściwie nie motywacji tylko wsparcia. I wsparcie wydaje mi się kluczowe jako rola rodzica w motywowaniu dzieci. Bo jeśli dziecko jest przez rodzica wspierane w trudnych chwilach (gorszy dzień, gorsza ocena, gorszy wynik w zawodach itd.), a mu na czymś zależy to znajdzie w sobie siłę, aby iść dalej.

    Mi się wydaje, że życia nie da się tak zaplanować, jak opisujesz to Hester... Tzn. czy to nie jest tak, że sobie założysz coś od A do Z, a po drodze się posypie, bo cośtam? do tej pory CI się to sprawdzało, np w życiu zawodowym czy małżeństwie?
    inaczej: franada

    mąż 06.09 córka 01.13

  9. #29
    Pasjonatka Awatar Melissa
    Dołączył
    Jun 2014
    Postów
    1 057
    W moim przekonaniu ciezko wychowac dziecko z silna wola jesli samemu jest sie slabym... I nie pisze tu o silnej woli do mendzenia ze trzeba regularnie chodzic na treningi, cwiczyc codziennie pasaze czy costam innego

  10. #30
    Zamotana na amen Awatar Hester
    Dołączył
    Jun 2014
    Postów
    3 598
    ita, a z czego wynikają Twoje założenia o braku elastyczności w takich sprawach? Oczywiście że są czynniki zewnętrzne, które wpływają i które musze brać pod uwagę. Jak dziecko złamie rękę to nie będę go przecież dla zasady na trening ciągnąć. Ale na takiej zasadzie to można w ogóle nie mieć planów, marzeń i celów, bo zawsze coś się moze posypać. No może, wtedy modyfikujemy, zmieniamy ścieżkę, wydłużamy czas na osiągnięcie celów czy co tam jest konieczne. Akurat rozwój osobisty jest stosunkowo prosty do planowania, bo w największej mierze zalezy od samego człowieka i nie wpływają już tak na niego czynniki zewnętrzne. Własny rozwój szczególnie. Rozwój cudzy - troche mniej, ale jednak różni coachowie, trenerzy i psycholodzy sobie z tym radzą. Czemu zatem rodzic miałby nie planować rozwoju własnych dzieci? W małżeństwie też jak najbardziej da się zrobić założenia, cele, ustalić wspólnie to wszystko i wspólnie do tego dążyć. Nie wiem skąd założenie, że albo realizacja celu w 100% według ustaleń, albo nie ma sensu się nawet zabierać.

    Plus - przypomniała mi się historia Lincolna. Lincoln założył sobie we wczesnej młodości, że bedzie ćwiczył się w cnotach. Rozpisał cnoty na typy, tygodnie, zrobił z tego tabelę. Co tydzień jedna cnota była dominujaca i ta miała pierwsze miejsce w tabeli, inne stały za nią. Codziennie oceniał siebie, i jeśli w jakiejś cnocie zawiódł - stawiał w odpowiednim polu znacznik. Jego marzeniem było dojść do pustej tabelki na dany tydzień - dążył do ideału. Oczywiście, mimo wielu lat prób, ideału nie osiągnął, ale jak twierdził, samo dążenie, jasny cel, który w dodatku był celem bardzo dużym, wymagającym, trochę nierealnym ale rozpisanym konkretnie na dni, wiele mu dała i dzięki temu zaszedł znacznie dalej w samorozwoju, niż by to miało miejsce bez takich ambicji i takiego systemu. Bardzo do mnie ta jego historia przemawia, i tak naprawdę przecież nie ideał sam w sobie jest celem w życiu

  11. #31
    Zamotana na amen Awatar ita
    Dołączył
    Jun 2014
    Postów
    4 626
    Chodziło mi o to, że jak są czynniki zewnętrzne, które to zaburzą to trzeba planować od nowa i szkoda było czasu na planowanie wcześniejsze
    Ja właśnie na takiej zasadzie nie mam większych planów, marzeń i celów. Życie mnie tego uczy z każdym dniem. I wiem, że dla wielu to może być odebrane jako brak ambicji. Ale ja kiedyś byłam planistką doskonałą, jednak wszystko mi się posypało gdzieś z końcem studiów i bardzo sobie chwalę posiadanie jedynie luźnych, mocno ogólnych, zróżnicowanych wersji niedalekiej przyszłości.

    Planowanie rozwoju własnego dziecka w ogóle mi by do głowy nie przyszło...

    Kiedyś pewna osoba mi powiedziała (to było apropos rozmów o roli inteligencji we współczesnej Polsce), że naszą rolą jest wychowanie dzieci, które nie będą musiały chodzić do terapeuty, zdrowych i kochanych ludzi. I mnie to rozwaliło, zapadło głęboko w pamięć i cały czas wraca. I bardzo do mnie przemawia. Że naprawdę nie chodzi o to, co osiągniemy i co osiągną nasze dzieci, ale kim jesteśmy i kim będą nasze dzieci.

    Więc widzisz, na moje wcześniejsze pytania do Ciebie, jak się okazuje, rzutuje bardzo moje podejście do życia i najwidoczniej może ja w ogóle nie kumam tematu tej książki? I w tym podejściu chyba też się bardzo różnimy

    Ale wątek ciekawy
    inaczej: franada

    mąż 06.09 córka 01.13

  12. #32
    Moderator Awatar pszczoła
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    Toruń
    Postów
    1 187
    Nie rozumiem pomysłu na przeciwstawienie poczucia własnej wartości aspektowi samokontroli.
    Ja w ogóle nie lubie rozczłonkowywania. Jesteśmy jako ludzie całością, a nie kawałkiem pod nazwą silna wola, poczucie własnej wartości etc.
    Nie można jakoś całościowo do tematu podejść? Bo ja, mając na codzień nikłe poczucie własnej wartości, reaguję dość alergicznie na stwierdzenie, że ono w zasadzie nie jest potrzebne. Mam mega silną wolę, samokontrolę i samozaparcie, a poczucia wartości za grosz, i to dość skutecznie obniża szczęśliwość mojego życia.


    Bardzo zalezy mi, żeby moje dzieci panowały nad swoimi odruchami, były wytrwałe i miały silną wole. Widzę mnóstwo innych dróg do osiągnięcia tego, poza dyscypliną, kontrolowaniem i staniem nad dzieckiem.
    Ja nie twierdzę, że to złe. Po prostu widzę, że to nie jedyna droga.
    Kieszonkowe u nas np. działa cuda jeśli chodzi o samodyscyplinę i opieranie się pokusom. Żyjemy na co dzien skromnie finansowo i konieczność czekania na coś, odkładania tego w czasie, rezygnowania z A na rzecz B - sa również bardzo cennymi doświadczeniami.
    Bycie częścią rodziny wielodzietnej - jak wyżej. Muszą czekac na swoją kolej, nie dostają wszystkiego tu teraz natychmiast.

    WIdze, że w takich codziennych drobiazgach ta samokontrola świetnie się ćwiczy.
    Nie muszę wymyślać na siłę.


    A tak na marginesie, jestem sceptyczna wobec badań. Raz, że są sprawy, których zbadać się IMO nie da, dwa - Kohn w "Wychowaniu bez nagród i kar" też przedstawia szereg badań wykazujących negatywny wpływ kar i motywacji zewnętrznej. I jak to pogodzić?

    Wszystko da się udowodnić przecież.

    edit: o prof. Baumeisterze pisze też BlogOjciec. Chyba zaczynam kumać. Tradycyjne pomieszanie poczucia własnej wartości z samooceną, pompowaną pustymi pochwałami. Bigos pojęciowy.


    A Tygrysicę czytałam, ta koncepcja nie przemawia do mnie, zresztą sama matka ma wobec niej wątpliwości koniec końców. Tylko, upieram się, to nie jest zerojedynkowe, szukajmy równowagi, nie skaczmy ze skrajności w skrajność.
    Ostatnio edytowane przez pszczoła ; 08-09-2015 o 11:11

  13. #33
    Pasjonatka Awatar Ronja
    Dołączył
    Jul 2014
    Postów
    1 423
    Cytat Zamieszczone przez Hester Zobacz posta
    Ale ja w zasadzie parafrazuję książkę psychologa, który posługuje się konsekwentnie tym pojęciem. Jakoś ciężko by mi było uznać, że osoba o takim dorobku naukowym myli pojęcia podstawowe w swojej dziedzinie
    Ale przykłady, które podajesz (pochwały, zachwyty, przekonanie o własnej wspaniałości etc.) raczej odnoszą się do pewności siebie / samooceny niż poczucia własnej wartości.

  14. #34
    Wpadła po uszy Awatar jul
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    Pruszków
    Postów
    2 469
    dzięki za poddanie tematu

    czytam na bieżąco, ale musiałam nieco pomyśleć, przetrawić o czym piszecie. Wydaje mi się, że mam kilka rzeczy, które uważam za ważne w wychowaniu dzieci, np. rozbudzenie ciekawości światem, budowanie poczucia własnej wartości (właśnie własnej wartości a nie samozadowolenia) itd. Nie, nie mam na to przemyślanych i zapisanych konkretnych założeń, bo tak nie działam (pewnie niestety, bo przez to działam nieco chaotycznie), ale wydaje mi się, że staram się dość konsekwentnie wyrabiać/wzmacniać wyżej wymienione. Wydaje mi się, że siła woli, cierpliwość etc jest w mój sposób wychowania jakoś wpisana - podobnie jak to opisuje pszczoła (i wymiar finansowy, i wielość rodzeństwa w domu) - "możesz nie chodzić na te zajęcia, ale przynajmniej do końca tego miesiąca" (syn chciał chodzić na balet, potem rezygnował), odmawianie iluś rzeczy - płacimy za szkołę, ale za to ograniczamy ilość innych drogich atrakcji, nie kupujemy wszystkich chcianych zabawek, trzeba czekać na swoją kolej itd itp.

    Po wpisie mru zaczęłam się (nie pierwszy raz) zastanawiać nad pozaszkolnym zajęciem, pasją dzieci i czy słusznie zdecydowaliśmy o rezygnacji najstarszej z szachów w tym roku - widocznie wzmacniały siłę woli córki, uczyły ją przegrywania, ale były mocno wyczerpujące dla nas turniejami szachowymi (to zawsze było męczące dla całej rodziny doświadczenie - córka przegrywała grę za grą, na pozór mało ją to ruszało, ale trochę przykrości jednak było, na kolejne turnieje nie chciała iść, a potem zostawała nakręcona przez instruktora, my patrząc na innych rodziców wciągniętych w szachy i nakręcających swoje dzieci mieliśmy poczucie, że nasza córka nigdy nie będzie w stanie dostać od nas wystarczającego wsparcia żeby nie przegrywać wszystkiego, rozbijało nam to plany weekendowe, a to frustrujące czekanie - ładna sobota za oknem a ja tu bezczynnie - na szkolnym korytarzu od rana do popołudnia bez możliwości zajęcia się czymś, bo zaraz kończyła się partia, było dość traumatycznym przeżyciem dla nas rodziców).

    Ze względu na wątek jeszcze raz wróciłam w głowie do tematu szachów i w ogóle kwestii znalezienia dla dzieci jakiegoś pozaszkolnego zajęcia. Po przemyśleniu doszłam do wniosku, że to byłoby niezłe, ale że jeszcze możemy dać chwilę dzieciom i sobie na znalezienie czegoś pasującego nam wszystkim (jest wiele dziedzin w których ja lub mąż jesteśmy w stanie dziecko z większych przekonaniem wspierać, niż w szachach które są nam obce, nawet jeśli uznajemy ich liczne zalety).
    Jasiek - córka najpierwsza (I 2009) - syn średni (VIII 2010) - syn mniejszy (II 2013)

  15. #35
    Pasjonatka
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    Warszawa Wola
    Postów
    1 079
    Cytat Zamieszczone przez Hester Zobacz posta
    Ale ja w zasadzie parafrazuję książkę psychologa, który posługuje się konsekwentnie tym pojęciem. Jakoś ciężko by mi było uznać, że osoba o takim dorobku naukowym myli pojęcia podstawowe w swojej dziedzinie
    Juul o tym pisze - że powszechnie mylone jest poczucie własnej wartości z pewnością siebie. I mnie przekonuje jego przedefiniowanie poczucia własnej wartości. Chodzi o to, o czym pisała Ronja:
    Cytat Zamieszczone przez Ronja Zobacz posta
    Ja bym tu rozróżniła poczucie własnej wartości i pewność siebie. Są to zupełnie różne pojęcia.
    Poczucie własnej wartości to szacunek do samego siebie, czucie się dobrze w swojej skórze, lubienie siebie, świadomość, że mamy mocne i słabe strony. Poczucie własnej wartości nie jest zależne od osiągnięć czy zewnętrznego uznania. Równie dobrze można odnosić sukcesy na różnych polach i mieć niskie poczucie własnej wartości, jak też mieć wysokie poczucie własnej wartości robiąc coś, co nie przynosi wysokiej pozycji społecznej, np. będąc nauczycielką w szkole podstawowej. Wysokie poczucie własnej wartości pozwala dbać o swoje potrzeby - np. nie ulec przemocy psychicznej lub ekonomicznej.
    P 06.2008, N 08.2012

  16. #36
    Pasjonatka
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    Warszawa/Praga
    Postów
    1 928
    Jul, ale tu nie ma nic na siłę. Jako mieszkanka średniego miasta nie miałam wielu możliwości i jakieś tam np. szachy nie wchodziły w grę. Po prostu tak dobrze trafiło, że akurat mnie konkretna aktywność, dostępna, porwała. Na 20 lat i jeszcze kawałek życia zawodowego, niewykluczone, że do tego wrócę jako instruktorka, dla funu To kwestia utrafienia w coś, co pociąga. Zapisałam Ignacego na capoeirę, bo mi się wydawało, że to będzie dla niego idealne. No, niestety, to była dla niego nuda. On chce skakać na hulajnodze. Ale ja się boję - I. ma 5 lat, kurcze, wydaje mi się, że to wcześnie. Ja zaczęłam jako 7-latka i to jest taki wiek na większość dyscyplin idealny, takie dziecko już czai, co się wokół niego dzieje - tzn. jest w stanie słuchać jakichś bardziej złożonych instrukcji, jest świadome swojego ciała. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie da się nikogo do niczego zmusić. Można coś pokazać. Tyle. A nuż zatrybi. Na początku to i tak zabawa.
    Mam nadzieję, że to nie takie do końca OT. Ja po prostu czuję, że i silną wolę, i poczucie własnej wartości dzięki sportowi zyskałam. Sport mnie tego nauczył.
    Ostatnio edytowane przez mru ; 08-09-2015 o 17:29

  17. #37
    Zaangażowana
    Dołączył
    May 2015
    Postów
    558
    Jeszcze chciała cos ale wczoraj mi skasowalo caly post. Odnośnie zajęć dodatkowych że dzieci często rezygnują po np dwóch mcach a my nakłaniamy prosimy szantażujemy ( tak robiłam). Póki nie uświadomiłam sobie ze to jest ich droga. Żeby przekonać sie co lubią, w czym sa dobre, a czego nie lubią, musza po drodze zanegować ileś tam propozycji.
    Robiłam kiedys tak jak Ty Hester z tym planowaniem. Teraz planuje z grubsza ( tu bardzo pomaga jednak zbieżny system wartości z M), po drodze pojawiają sie przeciwności ale i okazje. I elastycznie reaguję. Planowanie daje poczucie bezpieczeństwa. Planowanie rozwoju dziecka...hmmm...zgrzyta mi trochę. Musze pomyśleć czemu.

  18. #38
    Moderator Awatar bydzia
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    pod Włocławkiem
    Postów
    3 570
    ja myślę, że dziecko po prostu obserwuje rodziców
    i walczy z nimi
    nie byłabym tym, kim jestem (mam mega silne poczucie własnej wartości, jakby ktoś nie zauważył ) gdybym nie musiała "walczyć" z równie silnymi rodzicami
    chodzi IMO o to, aby dziecko musiało pokonywać opór rodziców w dążeniu do swoich celów
    2004 = K 2008 + Z 2010

  19. #39
    Zamotana na amen Awatar Hester
    Dołączył
    Jun 2014
    Postów
    3 598
    Cytat Zamieszczone przez ita Zobacz posta
    Chodziło mi o to, że jak są czynniki zewnętrzne, które to zaburzą to trzeba planować od nowa i szkoda było czasu na planowanie wcześniejsze
    Ja właśnie na takiej zasadzie nie mam większych planów, marzeń i celów. Życie mnie tego uczy z każdym dniem. I wiem, że dla wielu to może być odebrane jako brak ambicji. Ale ja kiedyś byłam planistką doskonałą, jednak wszystko mi się posypało gdzieś z końcem studiów i bardzo sobie chwalę posiadanie jedynie luźnych, mocno ogólnych, zróżnicowanych wersji niedalekiej przyszłości.
    Ale czemu od nowa? Można zmodyfikować, zmienić trochę, przeciągnąć w czasie, naprawdę, rzadko kiedy w naszym życiu dochodzi do wielkich przewrotów, które burzą w pył wszystkie plany. To raczej my załamujemy się byle niepowodzeniem, trudnością albo niesprzyjającymi okolicznościami i rezygnujemy.

    Kiedyś pewna osoba mi powiedziała (to było apropos rozmów o roli inteligencji we współczesnej Polsce), że naszą rolą jest wychowanie dzieci, które nie będą musiały chodzić do terapeuty, zdrowych i kochanych ludzi. I mnie to rozwaliło, zapadło głęboko w pamięć i cały czas wraca. I bardzo do mnie przemawia. Że naprawdę nie chodzi o to, co osiągniemy i co osiągną nasze dzieci, ale kim jesteśmy i kim będą nasze dzieci.
    A dla mnie to jest truizm. No tak, to jest naszą rolą, ale nie tylko to. Weź pod uwagę okresy sensytywne - pewnych rzeczy uczymy się bardzo łatwo w dzieciństwie, potem już z trudem. Czas na naukę, taką intensywną, na pasje, na eksperymenty, na rozwój charakteru jest w dzieciństwie i wczesnej młodości - potem różnie bywa. Raczej ciężko mi znaleźć rodzica, który może sobie pozwolić na taką intensywność rozwoju jak dziecko. Weź pod uwagę kształtowanie nawyków - w dzieciństwie ich zmiana trwa krótko (tygodnie), w dorosłości - długo (miesiące lub lata) i często musi być wspierana zewnętrznie, tylko wtedy nie ma kto nas w tym wspierać (albo ma, ale to kosztuje). Nie chodzi mi tu wyłacznie o kształcenie w rozumieniu wiedzy - ale np. o rozwój ciała, które odpowiednio kształtowane w dzieciństwie, jest sprawniejsze mięśniowo, metabolicznie, lepiej ukształtowane w dorosłości. O cechy charakteru które, w odróżnieniu od temperamentu, są kształtowalne. O czystą neurologię i mózg, który ma swoje okresy gwałtownego rozwoju (pruning na przykład - polecam "Co się Tam dzieje"), a potem zdolność do zmian w nim zanika. Oczywiście trzeba znaleźć złoty środek, ale dla mnie ważne jest, by moje dziecko było samowystarczalne, zdrowe, by wykorzystało swój potencjał i było wyposażone w różne narzędzia radzenia sobie w świecie, równiez radzenia sobie finansowego, bo to wpływa na niezależność, wolność i poczucie wartości również.


    Cytat Zamieszczone przez pszczoła Zobacz posta
    Nie rozumiem pomysłu na przeciwstawienie poczucia własnej wartości aspektowi samokontroli.
    Ja w ogóle nie lubie rozczłonkowywania. Jesteśmy jako ludzie całością, a nie kawałkiem pod nazwą silna wola, poczucie własnej wartości etc.
    Nie można jakoś całościowo do tematu podejść? Bo ja, mając na codzień nikłe poczucie własnej wartości, reaguję dość alergicznie na stwierdzenie, że ono w zasadzie nie jest potrzebne. Mam mega silną wolę, samokontrolę i samozaparcie, a poczucia wartości za grosz, i to dość skutecznie obniża szczęśliwość mojego życia.
    Nie chodzi o rozczłonkowywanie. Chodzi o to, że często praca nad poczuciem własnej wartości ogranicza siłę woli jednocześnie. Plus - nie nad poczuciem własnej wartości trzeba pracować, tylko nad tym, by dziecko miało na czym to poczucie własnej wartosci oprzeć. Czyli - jak będzie miała dużo samozaparcia, autokontroli, samoświadomosci, to poczucie własnej wartości samo się pojawi. Bo ono jest ważne (również według autora książki) - tylko właśnie nie ma sensu go kształtować samego w sobie, tylko osiągnie się je poprzec osiąganie innych celów (tu podaje badanie korelacji między wysokimi wynikami w nauce i poczuciem własnej wartości - w chronologii to wyniki są pierwsze, poczucie własnej wartości pojawia się później i wynika z nich, nie odwrotnie, jak wcześniej sądzono).


    Bardzo zalezy mi, żeby moje dzieci panowały nad swoimi odruchami, były wytrwałe i miały silną wole. Widzę mnóstwo innych dróg do osiągnięcia tego, poza dyscypliną, kontrolowaniem i staniem nad dzieckiem.
    Ja nie twierdzę, że to złe. Po prostu widzę, że to nie jedyna droga.
    Kieszonkowe u nas np. działa cuda jeśli chodzi o samodyscyplinę i opieranie się pokusom. Żyjemy na co dzien skromnie finansowo i konieczność czekania na coś, odkładania tego w czasie, rezygnowania z A na rzecz B - sa również bardzo cennymi doświadczeniami.
    Bycie częścią rodziny wielodzietnej - jak wyżej. Muszą czekac na swoją kolej, nie dostają wszystkiego tu teraz natychmiast.
    No widzisz, dla mnie to są właśnie przykłady kontroli (wydatków), dyscypliny - nie kupujecie i koniec. Jak rozumiem, to jest wasza, rodziców decyzja, nie kwestia negocjowalna. A więc niejako narzucona. Ja się tych narzuconych rzeczy właśnie już nie boję i uważam, że częsro są bardzo pożyteczne i potrzebne dziecku. To mam na myśli pisząc o dyscyplinie.


    A tak na marginesie, jestem sceptyczna wobec badań. Raz, że są sprawy, których zbadać się IMO nie da, dwa - Kohn w "Wychowaniu bez nagród i kar" też przedstawia szereg badań wykazujących negatywny wpływ kar i motywacji zewnętrznej. I jak to pogodzić?
    Trzebaby to zweryfikować po prostu, bo może być tak że bada się różne aspekty i stad różne wyniki. Nie jestem radykałem w tej kwestii, ale mam dośc duży opór przed odrzucaniem w dyskusji badań en masse - na jakiej bazie w takim razie dyskutować? Intuicji subiektywnej, czy jednostkowych przypadków nie do zweryfikowania i porównania?


    Cytat Zamieszczone przez Ronja Zobacz posta
    Ale przykłady, które podajesz (pochwały, zachwyty, przekonanie o własnej wspaniałości etc.) raczej odnoszą się do pewności siebie / samooceny niż poczucia własnej wartości.
    Według jakiej klasyfikacji? Bo z tego co czytałam, to samoocena jest postawą - negatywną lub pozytywną - w stosunku do samego siebie. Poczucie własnej wartości zaś to stan, w którym dokonujemy oceny siebie. Pochwały, zachwyty odnoszą się raczej do oceniania kogoś i wpływania na jego stan, nie na podejście do samego siebie.


    Cytat Zamieszczone przez ane-eta Zobacz posta
    Juul o tym pisze - że powszechnie mylone jest poczucie własnej wartości z pewnością siebie. I mnie przekonuje jego przedefiniowanie poczucia własnej wartości. Chodzi o to, o czym pisała Ronja:
    A mnie nie przekonuje - IMO jest mocno naciągane na potrzeby teorii, i w zasadzie bez większego sensu idzie pod prąd powszechnie stosowanej terminologii. Ciężko mi się czyta z tego względu Juula.

    Cytat Zamieszczone przez rafandynka Zobacz posta
    Jeszcze chciała cos ale wczoraj mi skasowalo caly post. Odnośnie zajęć dodatkowych że dzieci często rezygnują po np dwóch mcach a my nakłaniamy prosimy szantażujemy ( tak robiłam). Póki nie uświadomiłam sobie ze to jest ich droga. Żeby przekonać sie co lubią, w czym sa dobre, a czego nie lubią, musza po drodze zanegować ileś tam propozycji.
    Robiłam kiedys tak jak Ty Hester z tym planowaniem. Teraz planuje z grubsza ( tu bardzo pomaga jednak zbieżny system wartości z M), po drodze pojawiają sie przeciwności ale i okazje. I elastycznie reaguję. Planowanie daje poczucie bezpieczeństwa. Planowanie rozwoju dziecka...hmmm...zgrzyta mi trochę. Musze pomyśleć czemu.
    To pomyśł bo IMO całe forum planuje - przez chustowanie, weganizm, warsztaty NVC, rózne lektury, również te dobierane ideologicznie - każdy w ten sposób kształtuje dziecko w okreslonym kierunku, mają okreslone cele. Może co najwyżej robić to mniej lub bardziej konsekwentnie.

    Cytat Zamieszczone przez bydzia Zobacz posta
    ja myślę, że dziecko po prostu obserwuje rodziców
    i walczy z nimi
    nie byłabym tym, kim jestem (mam mega silne poczucie własnej wartości, jakby ktoś nie zauważył ) gdybym nie musiała "walczyć" z równie silnymi rodzicami
    chodzi IMO o to, aby dziecko musiało pokonywać opór rodziców w dążeniu do swoich celów
    No nie wiem, IMO opór rodziców może równie dobrze spowodować zapaść u dziecka i jego zdominowanie. Tu wiele zależy jednak od temperamentu.

  20. #40
    Wpadła po uszy Awatar jul
    Dołączył
    Jun 2014
    Lokalizacja
    Pruszków
    Postów
    2 469
    mru - też wydaje mi się, że to nie jest do końca OT. W przypadku tych naszych szachów to myśmy zasugerowali rezygnację, córka łatwo ją zaakceptowała, ale jednak wyszło to od nas - to "na siłę" dotyczyło bardziej nas, choć gdybym miała poczucie, że to jest szczera pasja córki, a nie podbudowywana nieustannie przez instruktora, to pewnie bym jej nie zniechęcała. No ale właśnie - na ile zniechęcanie dziecka do zajęcia dlatego, że mi z jakichś względów ono nie pasuje, jest fair i nie podkopuje tej silnej woli. Z drugiej strony w tej chwili w nowej szkole ma ileś kółek z zajęciami, z których część wcześniej co najwyżej liznęła, a na które z wielką chęcią się rzuciła, może z pomocą jakiegoś fajnego prowadzącego uda się trafić na to coś ekstra.

    Sama nie miałam swojej pasji i trochę mi tego brakowało w poszczególnych momentach życia, widzę zalety na wielu płaszczyznach, nie tylko w kwestii kształtowania siły woli (a trochę więcej by się przydało), ten wątek zaś mi przypomniał, że warto wesprzeć dzieci w szukaniu czegoś swojego.

    Wracając do sposobu pracy nad siłą woli - decyzja o płatnej szkole wiążę się u nas z koniecznością oszczędzania na wszelkich pozostałych płaszczyznach - w jakiś sposób jestem podekscytowana swoistym sprawdzianem i pracą nad siłą woli - naszą oraz dzieci, choć czasem się boję, czy nie przedobrzyłam i czy dzieciom finalnie zrobi to dobrze (nie jest fajnie być zawsze najbiedniejszym w grupie i boję się czy finalny efekt nie będzie odwrotny od zamierzonego). Pierwszy sprawdzian pt wakacje był dla mnie trudniejszy niż się spodziewałam, ale widzę że to kwestia do dopracowania i jestem dobrej myśli na przyszłość.
    Jasiek - córka najpierwsza (I 2009) - syn średni (VIII 2010) - syn mniejszy (II 2013)

Strona 2 z 4 PierwszyPierwszy 1234 OstatniOstatni

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •